- Poeci- żołnierze armii gen. Władysława Andersa, Ludwika Biesiadowska Władysław Broniewski, Maria Petry.
- Powstańcy Warszawscy, więzieni w obozach koncentracyjnych: Mieczysław Adam Ubysz, Mieczysław Lurczyński
- Żółnierze kampanii wrześniowej, emigranci 1939 Jan Roztworowski, Antoni Słonimski, Marian Hemar, Stanisław Baliński
- Żołnierze poeci armii gen. Władysława Berlinga:
- Wywiezieni do obozów pracy, z przekonania Komuniści: Jan Huszcza, Lucjan Szenwald
- Zwerbowani przez NKWD: Jerzy Putrament
- Autorzy pochodzenia żydowskiego, współpracujacy z Bolszewikami: Adam Ważyk, Leon Pasternak, Jerzy Prutkowski
- •FAKTY HISTORYCZNE
- Wybuch II-wojny 1.9.1939
- •Wejście Armii Czerwonej do Polski 17.9.1939
- •Deportacje inteligencji polskiej do obozów pracy na Syberię, do Kazachstanu itd…
- •Życie w Łagrze
- •Amnestia 13.8.1941
- •Droga w Armii Gen. Andersa z ZSRR do Persji, Iraku, Palestyny, Egiptu do Monte Casino
- •Droga w Armii gen. Zygmunta Berlinga od Sielc do Berlina
- •Śmierć gen. Sikorskiego
- •Walczące Podziemie, Ghetto Warszawskie,
- •Powstanie Warszawskie,
- •Obozy jenieckie i oflagi

Z Wilna, Nowogródka, Lwowa, Warszawy na Syberię w okratowanym wagonie do obozu, potem z Buzułuku z armią gen. Andersa przez Persję do Jerozolimy: Ludwika Biesiadowska
- Więzieni w Moskwie na Łubiance: Władysław Broniewski: w Juchnowie i Urżumie: Józef Bujnowski
- Żołnierze kampanii wrześniowej, , Jan Rostworowski, Armii Krajowej powstańcy warszawscy: Adam Ubysz
- Emigranci z 1939 do Paryża i Wielkiej Brytanii : Stanisław Baliński, Marian Hemar,Antoni Słonimski,Maria Petry












































Józef Bujnoski, Aforyzm Prawdy z tomiku POWROTY






Ewa Leśniewska
„Habent sua fata libelli”, Książki mają swoje losy
Słowo wstępne
„Pro captu lectoris habent sua fata libelli“,
zapisał w III w. n.e. Terentianus Maurus. że w zależności od tego co wie i pojmie czytający, książka zostanie inaczej odebrana, będzie więc inną książką.
Zgadzam się z Terentiusem. Już w czasie edukacji dostrzegałam w wielu lekturach szkolnych inne przesłania, niż te, jakich wymagała linia i baza ówczesnej Polski. To Doświadczenie , choć wzbogacające, przysporzyło mi spory dyskomfort w robieniu kariery w PRL.
Zgadzam się z Terentiusem, bo książki miały i mają swoje losy. Część uznana za bestseller, zarabiała fortunę, część nigdy nie doczekała się uznania, zalegając półki bibliotek, część, uznana za wroga spłonęła na stosach niczym czarownice z odległych wieków.
Ja natomiast trafiłam na książki, które miały zniknąć, bezpowrotnie zniknąć, na śmieciowisku, poza granicami Polski.
Szły właśnie na przemiał. Ich zagładzie zapobiegł jedynie zbyt twardy karton, który zablokował pracę niszczarki papieru na wysypisku. Personel, niezwłocznie i zdecydowanie, usunął awarię, wyrzucając karton wraz z zawartością. Książki rozsypywały się wokół mnie, mieszając się z płatami śniegu, aż cały księgozbiór „sięgnął bruku„.
Z pewnością jakieś pokolenie pozbywało się tego zbioru przodka-bibliofila, ponieważ książki, które znalazłam, były wydane między 1939 a 1946 rokiem. Język polski, czcionka – tylko częściowo polska i nie do końca czytelna, teksty wierszem, a nazwiska autorów zupełnie mi obce.
Kim byli Mieczysław Lurczyński i jego Czas poległy, Łuski Syreny, Dom pod wysokim księżycem? Kim był Jan Rostworowski, autor Dni ostatnich i Nocy Pierwszych, Na cięciwie, i Niedokończonego poematu? Czym zasłynął Józef Bujnowski, twórca Powrotów, Maria Petry w swoim tomiku Struny, Ludwika Biesiadowska, autorka Po drodze? Co zawierał zbiór Stanisława Balińskiego pt. Tamten brzeg nocy? A Mieczysław Ubysz, co wyrażał w Czasie wirującym?
Z wielką uwagą studiowałam oprawy tych tomików, ich różnorodne opieczętowania – pełne treści, barw i kształtów, a także daty ich wydania. Nigdy wcześniej nie słyszałam o tych autorach i wydawcach.
Na wielu tomikach widnieje kolorowa pieczątka „ Księgozbiór Ewd. A. Chmurzyńskiego. ( Foto nr 1, pieczątka w książce Jana Roztworowskiego, Na Cięciwie)
Niestety, moje poszukiwania dotyczące postaci tego wspaniałego bibliofila, Antoniego Edwarda Chmurzyńskiego, który z niezwykłą starannością ocalił cenne świadectwa Czasu Pogardy, nie przyniosły oczekiwanych rezultatów. Jedynym tropem, który udało mi się znaleźć, jest notatka zamieszczona na stronie internetowej Wojskowego Biura Historycznego im. gen. broni Kazimierza Sosnkowskiego, w kolekcji akt personalnych i odznaczeniowych. Wspomniana wzmianka pochodzi z dnia 31 stycznia 1938 roku i dotyczy Antoniego Edwarda Chmurzyńskiego, urodzonego w 1902 roku w Brodnicy.
Mimo prób uzyskania dalszych informacji, nie otrzymałam żadnych szczegółów, ponieważ nie posiadałam interesu prawnego ani badawczego. I na tym zakończyły się moje poszukiwania. Pozostaje mi jedynie wyrazić moją wdzięczność wobec tej niezwykłej postaci, nawet jeśli mogę to uczynić jedynie w formie podziękowań post mortem.
( Fot. Nr 2 . Wyciąg z internetowego archiwum Wojskowego Biura Historycznego im. Gen.Kazimierza Sosnkowskiego )
Źródło:
Te utwory nie znalazły się wśród lektur obowiązkowych, ani nie istniały w bibliotekach i księgarniach PRL. A przecież stanowią one poezję opowiadającą o niemal zapomnianej historii, pełnej ogromnego cierpienia naszych rodaków. To historia zesłań na Sybir, do łagrów i kazamatów, czas drugiej wojny światowej, czas tułaczki żołnierskiej i cywilnej, a także czas przymusowej emigracji. Są to świadectwa poetyckie z okresu, który na zawsze pozostanie w pamięci jako CZAS POGARDY.
Zarówno autorzy tych utworów, jak i same ich dzieła, były na „Indeksie” PRL-u, prześladowane przez cenzurę, zarówno przez radzieckiego „Batjuszkę” Stalina, jak i przez polskie komunistyczne władze.
Wszyscy ci twórcy walczyli o wyzwolenie. Część z nich, jak Ludwika Biesiadowska, była żołnierzami Armii gen. Andersa, uwolnionymi z sowieckich łagrów. Walczyli pod Tobrukiem, pod Monte Cassino, pod Anacon, przeszli cały szlak bojowy. Inni byli żołnierzami kampanii wrześniowej, uczestnikami Armii Krajowej, jak Józef Bujnowski, Jan Rostworowski, lub powstańcami warszawskimi, jak Mieczysław Ubysz i Mieczysław Lurczyński. Wielu z nich trafiło do obozów i oflagów . Więzieni Pawiaku, Majdanku, Buchenwald i w Zeithein, Część tych twórcow, to wychodźcy przymusowi z 1939 roku, jak Stanisław Baliński, Antoni Słonimski, Marian Hemar i Maria Petry.
W wielu książkach ukryte były fragmenty z prasy żołnierskiej, takich jak „Polska Walcząca”, „Orzeł Biały”, „Ku Wolnej Polsce”, „Goniec Obozowy”. To tam, na łamach tych wydawnictw, utwory wspomnianych autorów pojawiały się po raz pierwszy, zanim wydano je w Londynie, Paryżu, Jerozolimie, Kairze czy Hanowerze. Wstrząsającym przykładem jest los Mieczysława Lurczyńskiego, którego wiersze, tworzone w obozie Buchenwald, gdzie był więziony, wydano w Niemczech – w kraju jego oprawcy, a nigdy w Polsce, w ojczyźnie, za którą gotów był oddać życie.
Każdy żołnierz nosił w plecaku buławę – ale niektórzy nieśli również laury poezji. Powstawała ona w niezwykłych i dramatycznych okolicznościach: podczas podróży z Wilna i Lwowa w okratowanych wagonach do łagrów w Liga, Baranowiczach, Olszy, a także w Jaji, Archangielsku, Kozielsku, Katyniu, Kołtasie, Poćmie, Saratowie czy Ałma-Acie. Wiersze powstawały w więzieniu na Łubiance w Moskwie, a także w Juchnowie i Urżumie. Twórczość nie umilkła nawet w Powstaniu Warszawskim, obozach w Zeithein i Buchenwaldzie, ani na polach bitew.
Sięgając po te teksty i przegryzając się przez nie niczym mól książkowy, odkryłam nie tylko nieznane dotąd utwory, ale także znajome nazwiska. Oto w broszurach Oddziału Propagandy Głównego Zarządu Polityczno-Wychowawczego Wojska Polskiego z lipca 1945 roku natrafiłam na wiersze Leona Pasternaka i Jerzego Putramenta. Utwory takie jak Oka i Toast musiałam recytować podczas szkolnych akademii. Z kolei marsz autorstwa Adama Ważyka do dziś brzmi mi w uszach.
Nie sposób pominąć patriotycznego manifestu Władysława Broniewskiego – Bagnet na broń, który wpajano nam niemal jako obowiązkowy hymn pokolenia. A wiersza Żołnierz polski musieliśmy uczyć się na pamięć – „наизусть”, jak to mawiano wtedy.
Czytanie tych tekstów dziś, po latach, to doświadczenie pełne sprzeczności – dar i koszmar jednocześnie. Przywędrowały do Polski po ponad osiemdziesięciu latach, zakazane w PRL-u, a teraz dostępne do swobodnej lektury.
Czytelniku, sięgnij po nie sam – oceń ich wartość historyczną i literacką.
Poetycki Przewodnik po Wersach Historii
Literatura czasów wojny nie jest jedynie zapisem tragicznych losów jednostek — staje się poetyckim przewodnikiem po historii. W tym pejzażu pełnym bólu, heroizmu i nieustannej tułaczki towarzyszę poetom, których słowa nie tylko dokumentowały tamte wydarzenia, ale były także aktem duchowego oporu.
Podążając tropem Ludwiki Biesiadowskiej, przemierzyłam drogę z Wilna, Nowogródka i Lwowa w okratowanych wagonach na Syberię, do obozów w Lidze, Baranowiczach, Olszy, a później łagrów w Jaji, Archangielsku, Kozielsku, Katyniu, Kołtasie, Poćmie, Saratowie i Ałma-Acie. W Moskwie na Łubiance stanęłam u boku Władysława Broniewskiego, by potem dzielić więzienną codzienność w Juchnowie i Urżumie z Józefem Bujnowskim.
Razem z nimi, po amnestii z sierpnia 1941 roku, zaciągnęłam się do armii gen. Andersa, by przejść szlak z Buzułuku nad Samarą przez Persję, Irak, Palestynę i Egipt aż do Turcji. Walczyłam pod Tobrukiem i Monte Cassino, widząc śmierć i zniszczenie, ale także cywilną tułaczkę.
Wraz z Janem Rostworowskim przeżyłam wybuch wojny 1 września 1939 roku i cierpiałam, gdy 17 września Sowieci wkroczyli do Polski. W poetyckich wersach Adama Ubysza opłakiwałam powstańców Warszawskich i ofiary getta. Duch mój drżał razem z Mieczysławem Lurczyńskim w obozie na Pawiaku i w Buchenwald. Wstrząsnęła mną śmierć gen. Władysława Sikorskiego nad Gibraltarem, tak jak Marią Petry. Każda ulica rodzinnego miasta wypełniała mnie tęsknotą.
W późniejszych latach zaciągnęłam się z Lucjanem Szenwaldem do armii gen. Berlinga. Prosiliśmy o przyjęcie do „narodowego polskiego wojska” nad Oką. Razem z Adamem Ważykiem maszerowałam przez góry i rzeki, a z Leonem Pasternakiem powracałam z posiołków, z zesłania i z więzienia w Berezie. U boku Armii Berlinga ruszyłam prosto na Berlin.
Te poetyckie głosy — niosące ból, heroizm i nieprzemijającą tęsknotę — są świadectwem pokolenia, które uczyniło ze słowa broń przeciw zapomnieniu.
Czytelniku, daj się poprowadzić ich ścieżkami i odkryj historię zapisaną w wersach.
Gdy umilkły karabiny i nastała cisza wyzwolenia, przyszedł czas, który dla wielu nie był końcem walki, lecz początkiem nowego dramatu. Rozczarowanie rzeczywistością, gniew, frustracja i poczucie daremności stały się udziałem tych, którym zamknięto granice ojczyzny. Żołnierze armii Andersa, odcięci od powrotu do Polski, musieli zmierzyć się z kolejną tułaczką — tym razem na obczyźnie.
Moje zestawienie poezji nie jest wynikiem żmudnych poszukiwań w źródłach historycznych ani literackich archiwach. To subiektywny wybór, oparty na książkach odnalezionych w 2024 roku, stworzonych przez poetów emigracyjnych. Nie pokusiłam się o szczegółową analizę krytyczno-literacką — opisałam jedynie to, co odczuwałam, zanurzając się w tych wierszach.
To poezja pełna bólu, rozterek i pamięci o Czasie Pogardy. Może i ty, Drogi Czytelniku, sięgniesz po te teksty. Może dostrzeżesz w nich odbicie tamtych dni, „przed oczyma duszy Twojej.”
Łagry, Gułagi i Kazamaty sowieckie 1939
Ludwika Biesiadowska, urodzona12 lutego 1911 roku w Petersburgu, po studiach pracowała jako nauczycielka. Aresztowana przez NKWD w 1940 roku, więziona w łagrze w Jaja na Syberii. Na mocy amnestii po układzie Sikorski Majski, zwolniona z obozu. Wstąpiła do Pomocniczej Służby Kobiet w armii gen.Andersa w Buzułuku w 1941. Przeszła z armią cały szlak bojowy. W 1942 roku przeniosła się do Palestyny (Rehowoth), gdzie tworzyła tematyczną gazetkę i pisała reportaże dla „Gazety Polskiej” w Jerozolimie.
W marcu 1943 roku wyjechała do Stambułu, tam znalazła zatrudnienie w Ambasadzie Polskiej. W 1945 rok pracowała jako speakerka w obozowym radiu. Po wyzwoleniu pozostała na emigracji, pracujac w różnych instytucjach wojskowych i cywilnych, najpierw w Jerozolimie, a następnie w Anglii i Stanach Zjednoczonych. W Londynie.
W 1946 roku została odznaczona przez Dowództwo Jednostek Wojska na Środkowym Wschodzie medalem Wojska Polskiego za działalność w wojsku i na rzecz polskiej diaspory. Zmarła 5.2.1976 w Chicago, a jej prochy poetki zostały sprowadzone do Polski. Źródłem powyższych informacji biograficznych jest tu:
Kolekcja wspomnień Komisji Historycznej zarządu głównego Związku Sybiraków, s.177, https://www.sybiracyzg.pl/wp-content/uploads/2021/01/KOLEKCJA-WSPOMNIEN-KOMISJI-HISTORYCZNEJ-ZARZADU-GLOWNEGO.pdf
„Po Drodze” – Świadectwo Syberyjskiej Gehenny
Ludwika Biesiadowska i jej poetycka podróż przez piekło łagrów
Tomik poezji „Po Drodze” Ludwiki Biesiadowskiej stanowi niezwykłe świadectwo dramatycznych losów Polaków deportowanych przez NKWD na Syberię. Autorka, podobnie jak tysiące innych obywateli II Rzeczypospolitej, doświadczyła niewyobrażalnych cierpień – podróży w okratowanych wagonach z Wilna, Nowogródka i Lwowa, a następnie przymusowej katorgi w sowieckich łagrach i obozach pracy.
Biesiadowska trafiła do obozów w Lidze, Baranowiczach i Olszy, a później do łagrów w Jaji. Inni trafili do łagrów w Archangielsku, Kozielsku, Katyniu, Kołtasie, Saratowie, Starobielsku, Ostaszkowie i Kołymie. Te miejsca stały się mrocznym tłem życia autorki, które przeniknęło jej poezję. Niewielu deportowanych przetrwało syberyjskie piekło – ci, którym się udało, pozostali naznaczeni tragedią.
Literackie świadectwo kaźni
Poezja Biesiadowskiej jest bolesną podróżą przez cierpienie i samotność. Tytuły wierszy zebranych w tomiku „Po Drodze” stanowią niemal reportaż – dokument pełen bólu, tęsknoty i bezlitosnej prawdy. Daty i miejsca zapisane pod utworami działają jak zapiski pamiętnika, umożliwiając czytelnikowi podążanie śladami poetki, od pierwszych dni zsyłki aż po jej dramatyczną wędrówkę z Armią Andersa przez ZSRR, Persję, Irak, Palestynę, Egipt i Turcję.
Wystarczy dokładniej rzucić okiem na tytuły utworów zawartych w tomiku Po Drodze Ludwiki Biesiadowskiej, by odbyć wraz z autorką jej męczeńską tułaczkę. Każdy tytuł zdaje się zaproszeniem do świata bólu, samotności i niegasnącej tęsknoty za ojczyzną. Wiersze nie tylko odsłaniają wewnętrzne przeżycia poetki, ale także tworzą swego rodzaju literacki pamiętnik – daty i miejsca umieszczone pod tekstami pełnią funkcję dokumentalnych zapisów, dzięki którym można odtworzyć tę mroczną część jej życiorysu.
Mapa cierpienia
Szukając miejsc, w których była więziona Biesiadowska, łatwo odnieść wrażenie, że mapa ZSRR przypomina sito usiane czarnymi punktami. Każdy z nich symbolizuje obóz, w którym rozgrywało się martyrium czyjegoś ojca, matki, brata czy dziecka. W jednym z takich miejsc, w Jaji, Ludwika Biesiadowska straciła dwa lata swojego życia.
Gułag, to skrót od rosyjskiego „Gławnoje Uprawlenije Łagieriej”, czyli Głównego Zarządu Obozów. Kazamaty to lochy pełniące funkcję ciężkich więzień, zaś łagier to nic innego jak przerażający obóz pracy przymusowej – „isprawitielno-trudnowyj łagier” według nomenklatury sowieckiej.
Tomik poezji Po Drodze jest zatem czymś więcej niż literackim zbiorem wierszy. To nieocenione świadectwo, które pozwala odkryć okrutną rzeczywistość zesłań i tragedię tych, którzy musieli przez nie przejść. Poetyckie słowa Biesiadowskiej – precyzyjne, pełne bólu i tęsknoty – pozostają niezatarte w pamięci, dając głos tym, których sowiecka machina starała się uciszyć na zawsze.
Tomik Po Drodze został podzielony na kilka części, z których każda odzwierciedla charakterystyczne etapy życia autorki. W poetyckiej formie Biesiadowska dokumentuje dramatyczne doświadczenia z lat 1940–1943, począwszy od pobytu w syberyjskim łagrze, aż po wędrówkę z Armią Andersa przez bezkresne tereny Związku Radzieckiego, oraz Persję, Irak, Palestynę, Egipt i Turcję.
Wiersze Biesiadowskiej nie tylko ocalają od zapomnienia jej osobistą tragedię, lecz także stają się uniwersalnym świadectwem cierpienia tysięcy Polaków zesłanych w głąb ZSRR.
Poetycka kronika wygnania
Analiza tomiku Po Drodze Ludwiki Biesiadowskiej
Zbiór poezji Po Drodze Ludwiki Biesiadowskiej to wyjątkowe połączenie literatury i świadectwa historycznego. Wiersze poetki odzwierciedlają zarówno osobiste przeżycia, jak i dramatyczne losy Polaków zmuszonych do tułaczki w czasach sowieckiego terroru. Każda część zbioru ukazuje odmienny wymiar jej doświadczeń – od patriotycznych uniesień, przez duchowy kryzys, aż po chwilowe przebłyski spokoju w przystankach życia.
Czerwone i białe – te wiersze poświęcone są pamięci utraconego Wilna i dramatowi życia w obozach. Wilno jawi się tu jako symbol rodzinnego ciepła i szczęścia, nieodwołalnie utraconego.
W części Pokój dziecinny przenika nostalgia i tęsknota za domem rodzinnym i bliskimi. Wspomnienia z przeszłości tworzą wzruszający kontrast z brutalną rzeczywistością zesłań.
Świat bez miłości oddaje kryzys duchowy autorki. Przez wersy przebija się osamotnienie oraz głęboka tęsknota za bliskością drugiego człowieka.
Osobiste refleksje dominują w takich utworach jak Basia, O Hance, Czarne czy Przygodna znajomość.
W cyklu Tylko przystanek poetka opisuje chwilowe wytchnienie podczas swojej dramatycznej wędrówki. Te przystanki – jak sama je pojmuje – są tylko tymczasowym miejscem oczekiwania na upragniony powrót do ojczyzny.
W częściach takich jak Rzeczy nieważne poetka poszukuje nowego sensu życia, próbując odnaleźć się w świecie zdominowanym przez samotność i rozłąkę.
Szczególnie przejmujący jest List do domu, będący symbolicznym „listem do Polski” pisanego przez wygnańca przymusowego, który zmaga się z odcięciem od ojczyzny.
Zbiór wieńczy część Oto fragmenty, zawierająca poetyckie opisy miejsc pobytu Biesiadowskiej i kontemplacyjne refleksje o naturze – od Martwego Morza po Bosfor, gdzie rzeczywistość brutalnej tułaczki spotyka się z pięknem krajobrazu.
Poetyckie świadectwo historii
Choć wiersz to przede wszystkim utwór literacki, w przypadku Po Drodze zyskuje on dodatkowy wymiar – staje się cennym źródłem historycznym. Opowiedziane w poetyckich wersach doświadczenia łagiernika, żołnierza-tułacza i emigranta przymusowego zapisują historię nie w suchych faktach, lecz w emocjach i refleksjach, które pozostają na długo w pamięci czytelnika.
(Fot 3. Tomik ze zbiorem poezji Ludwiki Biesiadowskiej, Po Drodze, wydany w Glasgow, prawdopodobnie w 1944 roku )
(Fot Nr 4, Spis utworów Ludwiki Biesiadowskiej w tomiku Pozji Po Drodze)
Fot 4a
Pisała już w okratowanym wagonie w drodze na Sybir, pisała też nieugięcie, mimo panujących nieludzkich warunków „W Łagierze”, gdzie:
„ rano znów poniewierka, wieczorem codzienne wnimanie,
cech, rozgruzka, brak, norma„
i
„ ciągła rozpacz nie do wytrzymania„
Łagier Jaja, 1941 r
Opisuje tu, ciężką, katorżniczą codzienną pracę jak i nieludzkie zachowanie strażników, upodlenie zesłańców, głód i brak perspektyw na odzyskanie wolności w łagrze,
Wspomina tu również o korespondencji łagrowej, bo tylko:
„ I czasem tylko z domu list:
Ktoś się urodził, ktoś przybył, ktoś odjechał,
ktoś odszedł na zawsze”
Jak widać niektórzy więźniowie z rzadka otrzymywali listy, innym pozwalano je nawet wysyłać.
Wiersz odzwierciedla cały terror i bezwzględność reżimu sowieckiego, ból, tęsknotę, ale i nadzieję trzymającą przy życiu.

(Fot 5 , wiersz W Łagierze, z tomiku Po Drodze, wydanego wydany w Glasgow, prawdopodobnie w 1944 roku )
Poezja na krawędzi życia
Ludwika Biesiadowska i jej poetyckie świadectwo łagrów
Nie przeżyłabym w łagrze ani dnia, a ona pisała. Każdy werset jej poezji to nieocenzurowane i nieupiększone źródło prawdy historycznej – zapis tworzony na bieżąco, pod wpływem chwili, w obliczu tragicznych zdarzeń. Wiersze Biesiadowskiej są najwierniejszym reportażem ciała i duszy tysięcy ofiar „Operacji Polskiej” Stalina.
To właśnie w łagrze Jaja w 1940 roku powstał jeden z jej najbardziej poruszających utworów – świadectwo cierpienia i przetrwania. Choć codzienność obozowa zdawała się odbierać wszelką nadzieję, Biesiadowska odnajdywała siłę w pamięci o pięknych chwilach życia i ludziach, których kochała.
Pisanie stało się jej schronieniem przed zapomnieniem. W jednym z najbardziej osobistych wierszy, „Do Bożenki”, autorka zwraca się do swojej córeczki – słowa niosą czułość, tęsknotę i pragnienie ocalenia wspomnień, które były jedynym skarbem w bezlitosnych warunkach łagru.
Poezja Biesiadowskiej nie jest tylko artystyczną kreacją – to forma dokumentacji. W jej wierszach nie ma miejsca na fałsz czy stylistyczne upiększenia. Każdy wers jest świadectwem brutalnej rzeczywistości, opowiedzianym z perspektywy kogoś, kto ją przeżył, ale też musiał się z nią zmagać na poziomie duszy.
„Jasnowłosa Jadzina córeczko,
znam cię tylko z opowiadań, no i z fotografii troszeczkę,
wiem, że masz jasne loczki,
bardzo krótkie ażurowe sukienki „
Żyła „na zapas“, żyła jutrem i nadzieją, że i ona nie będzie zapomniana.
„I na lekcji historii poważnej,
bardzo stary profesor w okularach,
będzie mówił długo i szeroko,
o swiatowej wojny kuluarach.
Trącisz wtedy w bok sasiadkę leciutko,
bez dziecinnej zwyklej łobuzerii,
szepniesz do niej w zamyśleniu:
tak, pamiętam, matka moja była na Syberii“
Łagier Jaja, 1940r
Z urywków wiersza „Wilnu Mojemu” wyłania się obraz poetyckich powrotów do ukochanego miasta. Nocne spacery po Wilnie, odbywane we śnie i przelewane na papier, stały się dla Ludwiki Biesiadowskiej formą duchowego azylu. W surowej rzeczywistości łagru te wizje pozwalały jej zachować wewnętrzną równowagę i nie zatracić zmysłów. Poezja była dla niej nie tylko twórczym aktem, lecz także ratunkiem przed beznadzieją.

Fot 5a, wiersz Wilnu mojemu

Fot 5 b wiersz Wilnu strona 2
AMNESTIA
Wybawienie przyniesione przez polską rękę
W tomiku Ludwiki Biesiadowskiej moment wybawienia z sowieckiego piekła zyskuje wyjątkowy, niemal sakralny wymiar. Wyczekiwane latami uwolnienie, witane sercem i oczyma pełnymi łez, autorka opisuje w poemacie „Sikorskiemu”. To właśnie generał Władysław Sikorski – dzięki podpisanemu w sierpniu 1941 roku układowi Sikorski-Majski – przyniósł ocalenie tysiącom Polaków zesłanych na Syberię.
Biesiadowska nie kryje emocji, unosząc postać Sikorskiego do rangi narodowego bohatera, niemal nadludzkiego herosa. Wiersz jest nie tylko wyrazem wdzięczności, ale także poetyckim hołdem dla człowieka, który dał nadzieję na życie tym, którzy byli już o krok od jego utraty.
„Pierwszy raz imię Twoje, Generale,
przyszło do nas na fali radiowej z Londynu.
Byliśmy wówczas tak strasznie bezsilni,
Choć serca wszystkich rwały się do czynu.
(…)
Pamiętam dobrze, jak dziś, przy głośniku
zebrani potajemnie słuchaliśmy wszyscy
Twoich słów dalekich…
(…)
Ja słów Twych, Generale, nigdy nie zapomnę.
(…)
Ach, Ty nie wiesz przecie
Co znaczy tu otrzymać wolność z polskiej ręki
i imię Twe w sowieckiej przeczytać gazecie!”


Fot. Nr 6 Poemat Sikorskiemu, z tomiku Po Drodze, Ludwiki Biesiadowskiej.
Dla autorki, stworzenie Polskich Sił Zbrojnych w ZSRR nie było wyłącznie ratunkiem i źródłem wolności dla zesłańców i szansą na walkę za ojczyznę, ale widziała w tym ogromne znacznie dla losu całej Europy.
W cieniu wojny i poezji – bohaterka niezłomna
Mimo wyczerpania fizycznego i psychicznego po latach pracy w łagrze, Ludwika Biesiadowska zdążyła w 1941 roku dołączyć do powstającej w Buzułuku Armii generała Andersa. Ta drobna, pozornie krucha kobieta bez wahania wstąpiła w szeregi armii i wyruszyła na marsz przez Persję, Irak, Palestynę, Egipt aż do Turcji, pokonując cały szlak bojowy. Jej upór, odwaga i niegasnąca chęć dalszej walki wobec potężnego wroga zasługują na pamięć i najwyższy szacunek.
Biesiadowska była jedną z cichych, ale prawdziwych bohaterek – nie tylko na polu bitwy, lecz także na kartach papieru. Jej poezja to coś więcej niż osobiste notatki czy amatorski pamiętnik duszy. Wiersze, które pozostawiła, mają wyjątkową wartość dokumentu historycznego – świadectwa Czasów Pogardy i niewyobrażalnych cierpień.
Jej twórczość to wołanie o prawdę i pamięć, które nie mogą zostać zapomniane.
Na jedwabnym szlaku
Z jednego, z tych czarnych słupków na żółtej mapie ZSRR, po dwóch latach mertyrium, wyruszyła Ludwika Biesiadowska walczyć u boku gen. Andersa o wolność Ojczyzny
(Fot Nr 7.(Fot Nr 7, kierunki napływu obywateli polskich z łagrów sowieckich

Źródło: https://tyflomapy.pl/2__1939-1941_Deportacje_obywateli_polskich_do_ZSRS.html


Fot Nr.8 Formowanie i ewakuacja Armii Andersa z ZSRR
Fot Nr 11, droga armii Gen Andersa po ewakuacji z ZSRR)
Źródło: https://tyflomapy.pl/4__1941-1942_Azja_Centralna__Formowanie_i_ewakuacja_Armii_Andersa.html
Autorka, już jako żołnierz armii Andersa, opuściła kraj swojego oprawcy w 1942 roku. Szła z nim jedwabnym szlakiem przez Kermine w Uzbekistanie, którego piękno uwieczniła w Liście do Domu„:
Wiesz, Matulu, tutaj co dzień z rana
suną wolno tak wielbłądów karawany,
w dali widać jakieś obce góry-
z dołu cieniem się błekitnią ponurym
i aż w chmurach giną białym śniegiem.
Rzeka wije się w dolinie wśród moczarów,
Wyżej śpi emira pałac stary…..“
Kermine, 1942 roku.
Dołączały do nich kolejne transporty zwolnionych z sowieckich więzień Polaków. Wiele nocy spędzonych w namiocie na pustyni i przeprawę przez Morze Kaspijskie z Krasnowodska do Pahlewi w Persji autorka wspomina w wierszu Dzień Dzisiejszy:
Dzisiaj czar ma swoisty namiot na pustyni,
Usypianie kamiennym snem pod zew szakali,
Albo przygodny postój na piaszczystym brzegu
I monotonny szmer kaspijskiej fali…
Dziś nas porywa filmowym obrazem
Kolorowość zgiełkowa wciąż nowych miast Wschodu.
Już jesteśmy na zawsze sercem zaprzedani
Czarowi niebezpiecznej, wojennej przygody.
Kanaqin, 25 sierpnia 1942 r.
Źródło: https://tyflomapy.pl/2__1939-1941_Deportacje_obywateli_polskich_do_ZSRS.html
Z Persji przez Irak dotarła do świętego miasta, do Jerozolimy w Palestynie:
„Cieszę się pięknem życia,
Kocham w kolorze morza,
Błądzę po ścieżkach, którymi
Chadzała Matka Boża“
Urywek wiersza „Tylko…” Jerozolima, styczeń 1943
Pielgrzymka przez cierpienie – poetycka Jerozolima Ludwiki Biesiadowskiej
Wielu katolików marzy o pielgrzymce do Jerozolimy – świętego miasta symbolizującego duchowe odkupienie. Jednak niewielu podjęłoby się pielgrzymki à la Ludwika Biesiadowska, której droga do Jerozolimy prowadziła przez piekło łagrów, tułaczkę i wojenną zawieruchę.
W swoich poematach autorka oddała głębię tego miasta w sposób, który trudno znaleźć we współczesnych przewodnikach turystycznych. Jej Jerozolima to miejsce, gdzie sacrum miesza się z pamięcią cierpienia, a refleksja nad historią łączy się z duchową odnową. Poezja Biesiadowskiej staje się nie tylko świadectwem osobistych przeżyć, ale także literackim komentarzem do symboliki tego wiecznego miasta.

( Fot Nr 9, wiersz Morze Martwe L.Biesiadowskiej)
Wśród cyprysów Jerozolimy i słońca Tel -Avivu złapała na krótko oddech, tonąc w wersetach podziwu nad pięknem Morza Martwego:
To po to mnie trzymali
W wilgotnych kazamatach,
Bym mogła aż do bólu
Czuć czarodziejstwo świata?
Fragment z „Moje Wnioski” , Morze Martwe, Palestyna, styczeń 1943 r
To niesamowite, że na realia życia w tym odwróconym”, nieludzkim świecie Gułagu autorka odpowiada w powyższych strofach ironią.
Jednak świadomość służby ojczyźnie, wygrała z turkusowymi falami i czarem minaretów i porzuciła je idąc dalej przez Kair do Stambułu:
Ale nie dla mnie miłość na długie lata,
Czeka mnie droga daleka
Całego świata
Z „Na Nutę”, Tel Aviv, styczeń 1943,

Fot Nr 10, wiersz O moim osiołku
W Stambule doszły do niej wiadomości z okupowanej Ojczyzny. Jak sama przyznaje w wierszu Niemcom, wieści te nie złamały jej ducha, lecz zmotywowały ją do bezwarunkowej walki o wolność Polski:
A wam się jeszcze zdaje, że zbrodnią i przemocą
Zmusicie nas zapomnieć i w nowy sposób żyć,
Jakby nie było jasne, że dla nas to nie zmiana,
Że dla nas to jest sprawa , by nie być, albo być
Urywek z wiersza Niemcom, Stambuł 1943

Źródło: https://tyflomapy.pl/4__1941-1942_Azja_Centralna__Formowanie_i_ewakuacja_Armii_Andersa.html

Fot 11 b, wiersz Tęsknota
Świadectwo Wygnania i Tęsknoty — Poezja Ludwiki Biesiadowskiej
Twórczość Ludwiki Biesiadowskiej to poruszająca kronika zarówno duchowych uniesień, jak i dramatycznych doświadczeń wojennych. Wiele jej utworów przesiąkniętych jest tęsknotą za Wilnem — ukochanym miastem, do którego wraca każdej nocy we śnie.
W poezji Biesiadowskiej odnajdujemy delikatne, osobiste refleksje, ale także relacje z brutalnej rzeczywistości. Wiersze te ukazują nie tylko osobistą reakcję na rozwój wojennych wydarzeń, lecz także warunki życia w łagrach i tułaczkę w szeregach armii Andersa na Bliskim Wschodzie. Jej strofy są pełne goryczy, bólu, ale i niegasnącej nadziei, która pozwalała przetrwać na „nieludzkiej ziemi.”
Twórczość poetki nabiera szczególnego znaczenia jako literackie świadectwo losów tysięcy Polaków, których wojna zmusiła do opuszczenia ojczyzny. To głos ludzi, którzy nie tylko walczyli o przetrwanie, ale także próbowali ocalić swoje marzenia, pamięć i godność. W poezji Biesiadowskiej te wartości nadal tętnią życiem, przypominając o sile słowa i ludzkiego ducha.
Poezja żołnierska Marii Petry
Maria Petry, urodzona 1912 w Samborze k. Lwowa. Poetka. Opuściła Polskę przez Węgry, Serbię docierajac docelowo do Jerozolimy, gdzie tworzyła poezję żołnierską i wstąpiła ochotniczo do P.S.W.K. (Pomocniczej Wojskowej Służby Kobiet ) jako sanitariuszka, uzyskując status żołnierza służby czynnej.
Źródłem informacje biograficznej Marii Petry są tu: Węzły pamięci niepodległej Polski. Publikacja ta ukazała się w 2014 roku nakładem Wydawnictwa Znak, Muzeum Historii Polski oraz Fundacji Węzły Pamięci.

Fot 11 a tomik Struny”, wydane w 1944 roku w Jerozolimie, nakładem autora, Marii Petry.

Fot Nr 11 b, spis treści Struny

Fot 11 c spis treści struny str 2, tomiku STRUNY, Marii Petry
„Struny” Marii Petry – poetycki szlak ku wolności
Spis utworów zawartych w tomiku Struny to literacka mapa wędrówki Marii Petry – od okupowanej Polski aż po upragnioną wolność. Każdy wiersz jest krokiem na tej pełnej niebezpieczeństw i rozterek drodze, na której poezja stała się formą pamiętnika i duchowego wsparcia.
Nie wiem, czy miałabym odwagę podjąć taką tułaczkę jak Maria Petry, która z determinacją przemierzyła Polskę, Węgry i Serbię, by dotrzeć do Haify w Palestynie. Jej droga była nie tylko geograficzną wędrówką, lecz także wewnętrzną walką o zachowanie tożsamości i nadziei.
Tomik Struny nie jest więc jedynie literackim zbiorem – to świadectwo niezłomności kobiety, której kroki wyznaczały struny wolności i odwagi.
„Było to dawno temu, wiele zdyszanych miesięcy…
Gdy po raz pierwszy
Drogę nam zastapiła Jesień Węgierska w czerwonych
Butach z tokajem złotym i pstrą cygańską kapelą
I drogę nam w poprzek przecięła Dunajem…
Stanęliśmy nagle, lecz rytmem swych kroków podani
Na Zachód i masą ciał pracy świadomie na Zachód,
I myślą uparcie na Zachód dążący………”
Fragment wiersza Marii petry, „Wędrówki”,napisany na Wegrzech w 1940 r, w Leanyfalu
Tylko z podpisów pod wierszami mogę wnioskować, że Maria Petry udała się przez Serbię do Turcji.
Serbia
Tutaj rozlewna Słowian melancholia drzemie
Słowiańskość senna senne powietrze opływa
..
Babiem latem beztrosko w winogrody spływa…
…
I tu żyć można cicho i somnambulicznie
Ukołysać sie płynnym słowiaństwem plemienną
Gędźbą która się saczy z nieba z ziemi z ludzi
Gędźba jakieś wędrówki, słowiańską golgotę
Śpiewa czerwona echa starodawne budzi
Echa śpiewne harficzne głebokie jak szumy
Lasów prastarych – w chorał łaczace się zloty
W rozlewny chorał dawnej słowiańskiej jednoy –
To SERBIA śpiewa SERBIA
Lescovac Srpski, listopad 1940
Poezja bez granic – ciągłość wędrówki Marii Petry
Wiersz Marii Petry jest pozbawiony interpunkcji. Być może to celowy zabieg – podkreślenie nieustannego, chaotycznego rytmu tułaczki, w której nie było ani chwil wytchnienia, ani pewności, gdzie kończy się jeden etap, a zaczyna kolejny.
Z Serbii musiała udać się do Mersin w Turcji – jedynego portu na południu tego kraju, z którego statki przewoziły polskich uchodźców do Palestyny. Ten epizod podróży to nie tylko kolejna geograficzna przeprawa, lecz także poetycki symbol poszukiwania przystani w świecie rozdartym wojną i niepokojem. Wiersze Petry stają się zapisem tej podróży – bez kropki na końcu zdania, bo nadzieja i wędrówka wciąż trwały.
Maria Petry opuściła i Lwów i ukochaną Warszawę, z rozdartym sercem:
„O dni- nieprzytomne od grozy! O noce- jak płaczki
Wkoło płonących stosów miast przykucnięte, jękami
Syren wyjące krwawo! O stosie ofiarny Europy:
W A R S Z A W O! „
Z wiersza „Wędrówki“
Na falach niepewności – rejs Marii Petry do wolności
Maria Petry przepłynęła Morze Śródziemne z Turcji do Palestyny na pokładzie statku pod polską banderą – noszącego nazwę ss Warszawa, jak jej ukochana stolica. Ładownia przerobiona na ciasne kajuty była schronieniem dla tłumu polskich i żydowskich uchodźców. Ich oczy, pełne trwogi, wypatrywały przez bulaje nie tylko horyzontu, ale także złowrogiego błysku niemieckich torped czy nieprzyjaznych bander, wznoszących się ponad wzburzonymi falami.
To pełne niepewności i lęku doświadczenie Petry utrwaliła w strofach wiersza Na Okrętach, napisanego jeszcze podczas rejsu w marcu 1941 roku. Jej słowa brzmią jak modlitwa o przetrwanie – ocalenie od groźby, która stała się rzeczywistością kilka miesięcy później. Dnia 26 grudnia 1941 roku „Warszawa” została zatopiona przez dwie niemieckie torpedy, stając się tragicznym symbolem wojennych losów tych, którzy odważyli się marzyć o olności.
Petry nie tylko zapisała w wierszach tę dramatyczną podróż, ale także ocaliła pamięć o tych chwilach, które balansowały na krawędzi życia i śmierci.
Wiemy – w korze wód czujne peryskopy tropią
Nasz okręt, roztańczoną barke ludzkiej biedy
I czyha bezlitośnie metalową stopą
We fale omotany srebrny błysk torpedy.
Strach ten wypierała jednak nadzieja na wolność:
Nic to, nic! Serca nasze w szum wśpiewane – płyną
I od energi młodej rozfalował pokład:
Witaj złotoróżowa nieznana kraino,
Lądzie sił nowych, natchnień zatoko szeroka.
W drodze do Haify, na pokładzie „Warszawy”, marzec 1941.

Fot Nr 12, wiersz Marii Petry, Na Okrętach

Fot 12a strona 2 wierszu Na Okrętach, napisany W drodze do Haify, na pokładzie „Warszawy”, marzec 1941.

Fot 13, pocztówka statku,ss Warszawa ze zbiorów Macieja Dąbrowskiego
O Dziwnej Chorobie – tęsknota zapisana w słowach
Maria Petry, przemierzając wraz z żołnierzami szlak bojowy Armii Andersa, stała się kronikarką ich tęsknot i niepokojów. Jednym z najbardziej poruszających świadectw tego czasu jest wiersz O Dziwnej Chorobie, w którym poeta splata obrazy żołnierskiej codzienności z pragnieniem wolności i powrotu do ojczyzny.
Wiersz, drukowany w prasie żołnierskiej, m.in. „Orle Białym” i „Ku Wolnej Polsce”, krzepił serca czytelników jeszcze przed oficjalnym wydaniem w książce. Jego wersy stają się symboliczną pieśnią emigranta, który, mimo zewnętrznej walki, toczy również wewnętrzną batalię – z samotnością, nostalgią i niepokojem.
Twórczość Petry nie tylko zapisywała emocje jej współtowarzyszy, ale także stała się uniwersalnym manifestem ludzi, którzy mimo wojennej zawieruchy nie tracili wiary w powrót do wolnej Polski.

Fot nr 15, wiersz O dziwnej Chorobie, z tomiku Marii petry, STRUNY, publikowany najpierw w prasie żołnierskiej, zanim został wydany jako książka w 1944 roku, nakładem autorki w Jerozolimie.
Pani jest bardzo chora na serce,
Ale to nie jest rana miłosna:
I nie pomoże na tę chorobę
Najsłoneczniejsza palestyńska wiosna
Bo serce Pani kurczy się w rozkurczach,
A żaden doktor nigdy nie przyzna,
Że to od jednej dziwnej choroby
Ot tak banalnie zwanej o j c z y z n a.
Ta dziwna, nieuleczalna choroba, to tęsknota do Ojczyzny.
Poezja Marii Petry – świadectwo Czasu Pogardy
Twórczość Marii Petry często trafiała najpierw na łamy prasy żołnierskiej. W tamtych trudnych czasach brakowało polskiej czcionki, a literackie standardy ustępowały miejsca pilniejszym potrzebom. Może dla krytyka literackiego nie były to dzieła górnolotne, ale dla tych, którzy czytali jej wiersze przy polowych ogniskach czy w dusznych namiotach szpitalnych, były one czymś bezcennym — pokrzepieniem dusz i serc.
Petry spełniła swoją misję nie tylko jako ochotniczka w Pomocniczej Służbie Kobiet, ale również jako poetka, która w czasach chaosu i śmierci pozostawiła poetyckie świadectwo ludzkich losów. Jej wersy stawały się balsamem dla walczących żołnierzy i uchodźców na tułaczym szlaku.
Świadoma siły swojego głosu, Petry wiedziała, że nie może „pleść bez przerwy” — jak sama pisała. Jednak czuła również, że ma obowiązek mówić w imieniu tych, którzy nie mogli. Pisać o więzionych w łagrach i stalagach, o tych, którzy ginęli na polach bitew. Jej poezja to akt pamięci i odwagi, głos, który trwał wtedy, gdy inni milczeli.
A niebo?- Niebo milczy, dziwnie idylliczne
W stallagach – tu – i w lagrach, gdzieś w Rosji arktycznej ,
Gdzie tamci, śledząc mlecznych dróg trakty zawrotne,
Nie mogą znaleźć drogi jednej, tej powrotnej „
Tutaj się słowa rwą i z wiersza wybiec naglą
I gonić tamtą prawdę mroźną, szarosiną
Że dla nas, dla narodzin myśli tamci giną….
Fragmenty z poniższego poematu „Wiersz Nieoficjalny”, napisanego w Jerozolimie 1943. W IV- ym roku cywilnego uchodźctwa


Fot Nr 16, wiersz Nieoficjalny
Chwila oddechu w cieniu wojny – poezja Marii Petry
Utwór ten doskonale oddaje ogromne, niemal duszące wyczekiwanie na koniec wojny i kres tułaczego życia. W tej niepewności, rozciągającej się jak bezkresne pustkowie, jedynie krótkie momenty spotkań z rodakami przynoszą chwilowe ukojenie.
Maria Petry w swoich wierszach potrafiła uchwycić te ulotne chwile wspólnoty — czas, gdy choć na moment można było zapomnieć o codziennej walce, a serca zyskały odrobinę wytchnienia. Jej poezja była jak duchowy azyl dla tych, którzy każdego dnia balansowali między nadzieją a zwątpieniem
Fot 16a wiersz Nieoficjalny, napisany w Jerozolimie 1943. W IV- ym roku cywilnego uchodźctwa
Może wtedy zapomnie da się odrobinę,
Że codzień trzeba wracać na zdarzeń margines,
Dziergany, jakże często, tangiem poprzez skrzypce
W uchodźcze kawiarniane maje….czerwce….lipce”
…
„Których saksofon próżno krzykiem srebrokrętym
Szarpie odległe niebo, eter obojętny;
A niebo … czekać każe, siejąc zmrok spokojny
I nie chce błysnać znakiem, że już koniec wojny.
Maria Petry – głos w prasie żołnierskiej
Twórczość Marii Petry najczęściej gościła na łamach żołnierskich pism takich jak „Orzeł Biały” i „Ku Wolnej Polsce”. Jej wiersze, drukowane w trudnych warunkach wojennych, były odpowiedzią na potrzebę zachowania pamięci, ducha wspólnoty i wewnętrznej siły.
Wśród kart jej tomiku Struny odnalazłam wycinek prasowy — ślad tamtych chwil, kiedy poezja stawała się balsamem dla żołnierskich serc. Każda strofa, przeplatana historią walki i tęsknoty, pozostaje żywym świadectwem literackiego zaangażowania Petry w czasach, gdy słowo było równie ważne jak karabin.

Fot Nr 17, wycinek Ku wolnej Polsce
Fot 17 a Treść zeszytu Ku Wolnej Polsce

Tygodnik Wojska Polskiego na Środkowym Wschodzie, „Ku Wolnej Polsce”, z Balladą o Królowej Ardzie, Marii Petry, 27.9.1942, w którym ukazywały się jej poematy.

Fot 17b Ballada o królowej Ardzie w prasie

Fot 17c ballada w tomiku, Ballada o Królowej Ardzie wydana w tomiku Po Drodze.
Jedyna znaleziona przeze mnie fotografia Marii Petry. Tu jako sanitariuszka, w prasie „Ku Wolej Polsce, w której publikowano jej poezję.

Fot Nr 18, fot. Marii Petry, 27 wrzesień 1942, Na fotografii Marii Petry, 27 wrzesień 1942 w prasie Ku Wolnej Polsce, 27.9.1942
Fot Nr 19, Struny
Krzyk rozpaczy Marii Petry – rapsod po stracie generała Sikorskiego
Noc z 4 na 5 lipca 1943 roku na zawsze odmieniła świat Marii Petry. Katastrofa lotnicza u wybrzeży Gibraltaru, która pochłonęła życie gen. Władysława Sikorskiego — premiera Rządu RP na Uchodźstwie i Naczelnego Wodza — przyniosła nie tylko osobisty dramat poetki, ale także pogłębiła narodową traumę polskiej emigracji.
Samolot brytyjski z generałem na pokładzie runął do morza zaledwie kilkanaście sekund po starcie. Ta tragiczna chwila odebrała nadzieję wielu tułaczom, którzy widzieli w Sikorskim symbol wolnej Polski i moralnego przywództwa w trudnym czasie wojny.
Maria Petry nie pozostała obojętna wobec tego ciosu. Jej bolesny krzyk rozpaczy i żałoby rozbrzmiał w utworze Rapsod o gen. Sikorskim. Strofy te nie były jedynie wyrazem żalu, ale także hołdem dla człowieka, który dla wielu stał się uosobieniem nadziei i walki o wolność ojczyzny. W poetyckiej formie Petry upamiętniła nie tylko stratę, lecz także niezłomnego ducha narodowego, który pomimo tragedii miał przetrwać.
Europo -poległ wódz!
Narodzie- wdziej żalobę!
O Anglosasi – padł
Wielki Zachodni Słowianin!

Fot Nr 20, Rapsod o Sikorskim
Słowo Marii Petry – o poezji, wygnaniu i poszukiwaniu siebie
Niewiele dostępnych informacji biograficznych pozwala przybliżyć postać Marii Petry. Jej życie, jak i jej póżniejsza twórczość, skrywa dla mnie ciągle pewien cień tajemnicy, który pozostawia mi przestrzeń do odkrywania. W świecie literatury najważniejsze jest jednak to, co autorka sama chce o sobie opowiedzieć — a Petry przedstawia się najpełniej w słowie wstępnym do tomiku Struny.
Jej refleksje o poezji, sztuce i roli artysty na wygnaniu są surowe i pełne goryczy. Autorka nie szczędzi ostrych sądów, zarówno wobec siebie, jak i innych twórców działających na emigracji na Bliskim Wschodzie. Boleje nad tym, że obowiązki patriotyczne, którym podporządkowano literaturę na obczyźnie, przyniosły szkodę poezji jako niezależnej formie wyrazu. W jej opinii twórcy i krytycy zapomnieli o najistotniejszym celu sztuki — konfrontacji „ja” z rzeczywistością.
Jak pisze Petry: „Ja — to kto inny”.
To właśnie tego „innego” szuka autor w poezji, pragnąc uwolnienia od niewidzialnej siły mistycznej, która nim powoduje, jako że:.“ „Wszystko, co widzialne, opiera się na niewidzialnym, dosłyszalne na niedosłyszalnym, a dotykalne na niedotykalnym.”
Czy jej gorzka refleksja wynika z osobistych doświadczeń? Czy boleje nad niedoskonałością własnej twórczości? Nie sposób odpowiedzieć na te pytania jednoznacznie. Maria Petry z pewnością miała prawo do takich rozważań, bo w jej biografii nie brakowało wygnania, tułaczki i walki o przetrwanie.
Niezależnie od autokrytyki poetki, trudno nie zgodzić się z jej spostrzeżeniem:
„Kto umie poetycko czytać, w każdym utworze prawdziwie poetyckim zauważy te dwa elementy, pulsujące zresztą odmiennością znaczeń: jeden zewnętrzny, prozaiczny, dany wprost przez poetę, a drugi będący wielością najbogatszych znaczeń, nie dających się sformułować słownie.”
Być może w tej wielości ukrytych znaczeń odnajdziemy prawdziwe świadectwo jej życia i twórczości, które staje się nie tylko literackim świadectwem czasów, ale także uniwersalnym zapisem ludzkiego losu.
Poezja w cieniu wojny – Maria Petry i jej prawda o literaturze
Z perspektywy laika literackiego trudno zgodzić się z surową samooceną Marii Petry, a także jej krytyką innych twórców o podobnej biografii. Wojna i wygnanie wyzwalały różnorodne reakcje — jedni pisali gorączkowo, próbując uchwycić każdą ulotną chwilę, inni milczeli, przytłoczeni ciężarem tragicznych wydarzeń. Byli też tacy, którzy nie przestali tworzyć, choć ich twórczość była może mniej doskonała niż przed wojną.
W tym kontekście utwory Marii Petry — odnalezione przypadkiem, a dotąd szerzej nieznane — jawią się jako wyjątkowe świadectwo czasu. Niosą ze sobą prawdę, a ich siła tkwi nie w literackiej perfekcji, ale w autentycznym zapisie ludzkich emocji i przeżyć.
Bo wszystkie te wiersze, jak pisze sama Petry, były tworzone: „z głębi duszy poety, w tkaninę zdań abstrakcyjnych i symbolów, aby stamtąd przejść przez czynne posrednictwo tych samych zdań w duszę czytelnika, to – jak powiada Bremond – „miracle de la poesie”.., cud poezji” Maria Petry.
„… na granicy życia i śmierci, w chwilach najczystszej ekstazy lub najgłębszego bólu, gdzie każde słowo staje się świadectwem.”
To właśnie w tej prostocie i emocjonalnej szczerości tkwi ich nieprzemijające piękno. To poezja, która pulsuje prawdą i staje się świadkiem epoki, mimo że jej autorka — jak wielu twórców tamtych czasów — wątpiła w wartość swoich dzieł
Nie miałam okazji zapoznać się z innymi utworami Marii Petry poza jej niezwykłym tomikiem Struny, który uważam za prawdziwe arcydzieło autentycznego doświadczenia i głębi. To jednak wystarczyło, by jej spojrzenie na poezję stało się dla mnie jednym z najpiękniejszych literackich manifestów, jakie dotychczas poznałam.
Jestem niezmiernie ciekawa, czy w innych utworach autorka także eksploruje tę trudną granicę pomiędzy sztuką a świadectwem, pomiędzy pięknem a bólem — i czy wciąż brzmi tam ten sam autentyczny ton, który poruszył mnie w „Strunach”.

Fot 20a, O Poezji, Słowo wstępne Marii Petry o poezji, ze STRUNY, 1944 Jerozolima
Inna droga do wolności
Jan Rostworowski – Poeta Ostatnich Dni Wolnej Polski
Któż z nas nie ma wśród przodków żołnierza kampanii wrześniowej? Nie wszyscy wrócili z tego tragicznego września 1939 roku. Jednym z tych, którzy przeżyli i zapisał się w historii nie tylko jako żołnierz, ale także jako poeta, był Jan Rostworowski.
Urodzony 10 września 1919 roku w Krakowie, uczestnik kampanii wrześniowej, po klęsce września przedostał się przez Paryż do Wielkiej Brytanii, gdzie spędził dwadzieścia osiem lat. Jego literacka droga rozpoczęła się w 1942 roku na łamach londyńskiego tygodnika „Wiadomości Polskie, Polityczne i Literackie”. Ten prestiżowy tytuł, będący kontynuacją międzywojennych „Wiadomości Literackich”, stał się miejscem debiutu wielu wybitnych twórców polskiej emigracji.
Rostworowski został uhonorowany Nagrodą Kościelskich za całokształt twórczości — wyróżnienie, które podkreśliło jego znaczenie na polskiej scenie literackiej. Po latach spędzonych na emigracji w 1968 roku powrócił do ojczyzny i osiedlił się w Krakowie, gdzie zmarł 14 listopada 1975 roku.
Jednym z poznanych mi dzieł Rostworowskiego jest poemat Dni Ostatnie i Noce Pierwsze, w którym poeta uwiecznił ostatnie dni sierpnia 1939 roku — czas, gdy Warszawa i cała Polska jeszcze tętniły życiem. Autor maluje obrazy sielanki codzienności, miejskiego zgiełku oraz spokoju dworskich posiadłości. Te idylliczne sceny kontrastują z nadchodzącym nieuchronnym koszmarem wojny, który już czaił się na horyzoncie.
Rostworowski, jak mało kto, potrafił uchwycić ten dramatyczny moment zawieszenia pomiędzy beztroską a tragicznym losem. Dzięki jego wierszom pamięć o ostatnich wolnych dniach Polski trwa, przypominając o tym, jak krucha jest wolność.
„Ranek 26 SIERPIEŃ.
Jest rok TRZYDZIESTY I DZIEWIĄTY.
Pułkownik zwalcza ptasie fronty….
Renia ma wiosen siedemnascie
I szczęście. Szczęścia całe garście,….
W słonecznym wschodził sierpie
Księżyc. 27 SIERPIEŃ rano
Patrzyłem, jak zbierają siano….
Bajka dziewczęcych lat się pisze.
Bo wieczór cały był zabawą,
„Panowie w lewo! Panie w prawo!….”
Jak dziś pamięta Stach, tak to był
28 dzień SIERPNIOWY….
Tylko flisacy na swych kutrach
Patrzyli z trwogą w oczy jutra,
Bowiem gadali poniektórzy,
Że niebo się zaczyna chmurzyć,
Który to znak niechybnie wróży
Czas moru, wojny albo burzy”.
Tak właśnie przeżył Jan Rostworowski ten ostatni sierpniowy tydzień — czas, gdy życie toczyło się w pozornej normalności, a powietrze niosło jeszcze dźwięki codziennych rozmów i letnich wieczorów. Ta chwila wytchnienia skończyła się brutalnie wraz z nadejściem dnia apokalipsy — 1 września 1939 roku, kiedy niemieckie bomby otworzyły rozdział największego koszmaru w dziejach Polski.Groza, panika, przemoc i nieuchronność nadchodzącej tragedii znalazły swój wyraz w czterech lakonicznych zdaniach poety — słowach, które zamiast rozwlekłych opisów wibrują nagą prawdą tamtego dnia. Rostworowski nie potrzebował wielkich metafor, by oddać moment, w którym czas wolnej Polski dobiegł końca.
Więc świst i krew i krzyk: UWAGA!
MÓWI WARSZAWA- PRZEMOC ZBROJNA
WESZŁA W GRANICE POLSKI -WOJNA!
Kona poemat, a z kazamat
Zbrodni wyrasta w niebo DRAMAT.

Fot 21, urywek z wiersza Dni Ostatnie
A potem wylewa się wersami już tylko chaos pierwszych dni wojny, który przerażał, ale i jednoczył naród w obliczu zagrożenia.

Fot 22. urywek 2 z Dni Ostatnie
„Miastem szło wojsko. Szło z łoskotem
Butów, Zołnierze zlani potem…
W radiu huczało od muzyki
Wojennych marszów, a dzienniki
Co czwila wieści niosły nowe.
Wczoraj zjawiły się nad Lwowem
Pierwsze niemieckie bomby. W Gdyni,
Wedle sprawozdań i opinii
Kół miarodajnych, pierwszy nalot
Odparto. Nasze statki walą
Z armat do kluczy Messerschmitów….
Mężczyzna w płaszczy popielatym
Ciagnie na małym wózku graty:
Kilka poduszek, jakiś stolik
Garczek, blaszana puszka soli….”
Kończy się powieść. Autor zmieścił
W niej część znikomą, osdsłon parę..
Garść zdjęć złapanych serca kliszą.
Historię inni niechaj piszą.
NIECH Z DAT I NAZWISK
WZNIOSĄ POMNIK,
IŻBY UCZYLI SIĘ POTOMNI……“

(Fot 23. Pierwsza strona tomiku Dni ostatnie i Noce pierwsze, wydanego w 1945 w Edynburgu, w Drukarni wojskowej.

Fot 24. Pieczątka drukarni w Edynburgu.
Zbiór poezji autora przeleżał lata w Księgarni polskiej „Co Słychać”, na 2.Drumsheugh Place, Edinburgh, w Szkocji, zanim trafił do księgozbioru E.A.Chmurzyńskiego, po czym „sięgnął bruku” w Hanowerze i wpadł w moje ręce „ ku rozprzestrzenieniu w sercach i duszach” czytelników.
Historia kołem się toczy
Nie tak uczono mnie w PRL-u o wydarzeniach z 17 września 1939 roku, jak przedstawia to Jan Rostworowski w wierszu „Czerwony Car” z tomiku Na Cięciwie. Jego wersja wydaje się bardziej prawdziwa, bardziej przejmująca. Nie było mowy o żadnej obronie mniejszości narodowych — jak głosiła oficjalna propaganda. Autor odsłania brutalną rzeczywistość: Armia Czerwona „dobijając mdlejący polski wrzesień”, zajęła wschodnie tereny Rzeczypospolitej, przynosząc nie „wieczysty mir”, ale śmierć cywilom i oficerom polskim w Katyniu.
Nie twierdzę, że historycy czy reporterzy PRL fałszowali celowo fakty — być może starali się trzymać się akademickiej precyzji zgodnej z linią i bazą ówczesnej propagandy. Jednak to poeta, piszący z głębi duszy, nieograniczony cenzurą, przemawia do mnie jako wiarygodny świadek. Jego wersy noszą ślad prawdy przesiąkniętej bólem, której nie sposób zlekceważyć.


Fot 25. Wiersz Czerony car, Fragment wiersza Czerwony Car, Jana Rostworowskiego z tomiku Na Cięciwie.
Autor przewidział też przemilczenie prawdy i zakłamanie faktów historycznych w przyszłości. Tych faktów, bez których to właśnie mnie wyedukowano w PRlu.

Fot 27. Pierwsza strona tomiku Na Cięciwie
„ Na Cięciwie „ wydane w październiku 1945 roku w Edinnburgh przez The Riverside Press. Powyżej pierwsze wydanie, przechowane w księgozbiorze E.A.Chmurzyńskiego, które to uniknęło pochówku na śmieciowisku.

Fot 27 a, spis treści, Na Cięciwie, Jan Rostworowski

Fot 27 b spis treści Na Cięciwie stona r 2

Fot 28. Fragment prasy Ku wolnej Polsce z dnia 17.9.1941
Po lekturze artykułu w „Ku Wolnej Polsce” z 17 września 1941 roku szala prawdy nieodwołalnie przechyla się na korzyść przesłania Jana Rostworowskiego. Wycinki z prasy żołnierskiej — relacje spisywane na gorąco, z pierwszej linii dramatycznych wydarzeń — niosą ze sobą świadectwo prawdziwego losu żołnierzy i uchodźców.
Nie sposób nie dostrzec celowości, z jaką te fragmenty znalazły miejsce w tomiku Rostworowskiego. Jego poezja, spleciona z reporterską narracją, tworzy niezwykłą syntezę literatury i dokumentu. To właśnie dzięki temu połączeniu pamięć o bolesnych wydarzeniach zyskuje moc przetrwania, a wersy stają się czymś więcej niż tylko literackim zapisem — stanowią akt oskarżenia historii i hołd dla tych, którzy byli jej świadkami.

Fot 28. Wycinek z prasy Ku Wolnej Polsce 17.9.1941, w rocznicę wejścia Sowietów do Polski,z uzasadnienieniem rządu sowieckiego dotyczące wystąpienia Sowietów przeciw Polsce.
Jan Rostworowski, sam żołnierz kampanii wrześniowej, w swoim poetyckim hołdzie Wiosna oddaje cześć wszystkim walczącym o wolność Ojczyzny — bez względu na formację wojskową, kolor munduru czy szerokość geograficzną. Jego wersy niosą przesłanie jedności, które przekracza podziały i odzwierciedla ducha niezłomności polskich żołnierzy rozsianych po całym świecie.
Poezja Rostworowskiego staje się swoistym testamentem pokolenia, które mimo różnorodnych doświadczeń i miejsc walki, połączyła wspólna nadzieja na powrót do niepodległej Ojczyzny. Wiosna jest symbolicznym obrazem odrodzenia — nie tylko natury, ale przede wszystkim narodu, którego serce biło w rytmie walki o wolność.
I stoi polski żołnierz nad morzem dalekim,…
A chwile oczekiwań wloką się jak wieki.
Bili się w kraju francuskim, bili się w śnieżnej Norwegii,
I pamięć po nich została, jak bohaterskiej krzyż legii.
Po afrykańskich pustyniach nosili zemsty głód sępi,
Boga w czekniu błagajac, by czas im szabel nie stępił….
Jak też i w wierszu APEL POLEGŁYCH
Niech przyjdzie ten z pustyni tobrucki towarzysz,
Zamarzniętych na tajgach, tratowanych, kłutych,
Niech nadbiegną zdobywcy norweskiej reduty
I ci z ziemi francuskiej i ci z ziemi włoskiej,
Wszyscy, którzy przed sądem postawieni boskiem…
Nie za Polskę czerwoną, nie za Polskę białą
Lecz po prostu za Polskę. I to niech wystarczy.
I do takiej wracajcie z tarczą, lub na tarczy.
Z ogromnym szacunkien i podziwem oddaje hołd walczącym i poległym pod Monte Casino, w utworze, CHWAŁA ZWYCIĘZCOM:
I że widać szczyt góry, bo ogień w twarz praży,
Bo w oczy pryska kamień i goracy ołów,
Bo nagle stężał przodem idacy towarzysz
I dziwna, szara bryłą poleciał do dołu
A potem był już koniec, tylko nogi drżały,
Gdy stał, łapiac powietrze, pod zburzoną basztą.
Strzępy jakiejś rozwowy…., oddalone strzały…
I myśl słaba, bezbronna : – „Zdobyliśmy klasztor”.
I zapowiada zemstę na okupancie w wierszu LITANIA, wydanym w prasie „NOWA POLSKA” w Londynie 30 września 1944 roku.
Za wsie spalone, za ruiny dworów,
Za zgliszcza fabryk, za wyłomy lasów,
…
Za wydzieranie nas z księgi atlasu,
..
Za każdą cegłę i cement tej cegły,
..
Za kłosy istnień, za ziarna poległe,
…
Płoniemy jako poochodnie na wichrze
..
Pomszczą się Matki, jej sługi najlichsze
Na polach Francji, i z Orłem nam maszcie“

Fot 29. Wycinek prasy z wierszem Jana Rostworowskiego.
Książka śpi na regale i budzi się w rękach czytelnika
Wersy Jana Rostworowskiego drzemały przez osiem dekad, nim przypadek tchnął w nie nowe życie. Teraz jego głos, choć wydobyty z odmętów historii, może znów przemówić — do miłośników poezji, literaturoznawców, historyków, polityków, sceptyków i tych, którzy wciąż igrają z ideą kolejnych konfliktów zbrojnych.
Jego poemat Credo jest jak ostrzeżenie wyryte w kamieniu. Rostworowski, doświadczony przez tragedię wojny, apeluje o zrozumienie jej bezsensu i okrucieństwa. Wzywa do zamiany bagnetów na lemiesze, bojąc się, że ci, którzy sami nie doświadczyli wojennego piekła, nigdy nie pojmą jego skutków.
Jego słowa brzmią jak niegasnący apel sumienia — ponad czasem i ludzką skłonnością do zapominania. Książki nie tylko śpią na regałach, ale potrafią także budzić świat. Warto sięgnąć po wersy Rostworowskiego, by usłyszeć ten głos.
W twej duszy drzemie dumanie,
I w mojej tesknota drzemie,
Lecz ty chcesz pług na bagnet,
Ja bagnet przekuć na lemiesz
W wierszu Germany Calling autor nie może zrozumieć,
„Czemu człowiek swą siłę na ilość pocisków przeliczył
I oto stał się najdzikszym, najokrutniejszym ze stworzeń”
W wierszu Z tamtej strony Jan Rostworowski z niezwykłą szczerością dokonuje samokrytyki, przyznając, że nawet on, żołnierz i poeta naznaczony traumą wojny, może kiedyś ulec pokusie zapomnienia. Zachłyśnięty nowym życiem w czasach pokoju, obawia się, że wspomnienie okropieństw Czasu Pogardy stopniowo zblaknie — zarówno w jego własnym sercu, jak i w pamięci przyszłych pokoleń.
To przejmujące wyznanie pokazuje nie tylko jego osobistą refleksję nad zawodnością ludzkiej pamięci, ale również uniwersalne pytanie: czy świat, który doświadczył tragedii, potrafi zachować jej bolesne lekcje na zawsze? Wydaje się, że Rostworowski wyciąga rękę do czytelnika z cichą prośbą — by jego poezja była tarczą przeciwko zapomnieniu, a jego wiersze stały się świadectwem, które nie pozwoli czasowi zatrzeć śladów.

Fot. 30. Wiersz Z tamtej strony,

Fot 30 a z tamtej strona 2 Fragmenty wiersza Z Tamtej Strony z tomiku Na Cięciwie
Nie sądzę, by książka Jana Rostworowskiego przypadkiem trafiła w moje ręce. Jego poezja jest jak lustro, w którym odbija się zarówno przeszłość, jak i nasze współczesne dylematy. Pobudza do myślenia, skłania do przewartościowań i być może przybliży zarówno mnie, a także kilku czytelnikom, prawdę historyczną, a przede wszystkim przesłanie autora skierowane do kolejnych pokoleń.
Czy te słowa dotarły i dotrą do świadomości przyszłych generacji? Czy ktoś wyciągnął z nich, bądź wyciągnie, wnioski?
Rostworowski z melancholią, ale i gorzkim realizmem przestrzega: łatwiej jest żyć głuchym i ślepym. Jednak wystarczy spojrzeć na ostatnie trzy dekady, by przekonać się, jak krucha jest wolność i demokracja. To nie trawa, która rośnie samoczynnie. To roślina wymagająca codziennej troski i pielęgnacji.
Historia, jak pisał poeta, „kołem się toczy”. A „Czerwony car” nadal nie przestaje siać chaosu, obiecując „wieczny mir”. Wciąż zakłamuje historię, usprawiedliwia haniebne czyny obawami o własną niezależność, przedefiniowując aksjomaty prawdy w imię imperialnych ambicji.
Poezja Rostworowskiego nie daje łatwych odpowiedzi, ale przypomina, że wolność nie jest dana raz na zawsze. Wymaga świadomego wysiłku, odwagi i uczciwego spojrzenia w przeszłość.

Fot 30 b Wariat
Wiersz Wariat Jan Rostworowski kończy niezwykle mocnym akcentem — przenikliwą obawą przed lekkomyślnym podejściem do Wolności. Poeta ostrzega przed lekkoduchami, którzy relatywizują naczelne wartości, bagatelizując to, co stanowi fundament istnienia narodu i jednostki.
Jego słowa są nie tylko przestrogą, ale i aktem desperackiego przypomnienia, że wolność jest kruchej natury — nie jest dana raz na zawsze. Każdy dzień przynosi nowe zagrożenia, których nie można ignorować w beztroskim przekonaniu, że historia nie wróci do swoich dawnych schematów. Rostworowski swoją poezją zadaje pytanie: Czy współczesne pokolenie udźwignie odpowiedzialność za tę wolność, wywalczoną krwią i cierpieniem?
„A KTÓRZY, WBREW NADZIEI, PRZEZ PIEKŁO ROZPACZY
IDĄ, WIERZĄC, ŻE WIDAĆ NIE MOŻNA INACZEJ”
– AŻ ŁZAMI DRŻAŁ GŁOS STARCA W PODARTEJ KOSZULI.
NA TO GRUBY W BINOKLACH WARKNĄL KRÓTKO: „ FOOLISH”
Relatywizowanie prawdy trafnie ujął Józef Bujnowski w Aforyźmie o prawdzie:

Fot 31 o prawdzie, Aforyzm Józefa Bujnowskiego z tomiku poezji „POWROTY”, wydanego przez Wydawnictwo Polskiego Związku Wychodźctwa Przymusowego, w Hanowerze 1947.
POECI POLSKI PODZIEMNEJ
Mieczysław Adam Ubysz — Zapomniany Poeta Walczącej Warszawy
Władysław Bartoszewski nazwał go „zapomnianym poetą walczącej Warszawy” w biograficznym artykule opublikowanym 28 października 1956 roku na łamach tygodnika Stolica.
Czas najwyższy, by wskrzesić pamięć o nim i jego twórczości, niesłusznie marginalizowanej czy wręcz blokowanej w Polsce Ludowej.
Ubysz był bezpośrednim świadkiem zarówno chwalebnych, jak i tragicznych chwil powstania. Jako uczestnik zbrojnego zrywu, przeżywał klęskę powstańców, daremnie wyczekujących pomocy radzieckiej armii, stojącej bezczynnie po drugiej stronie Wisły.
Wśród poetów Powstania Warszawskiego zapisało się wielu autorów — mniej lub bardziej uzdolnionych, zarówno przedwojennych literatów, jak i debiutantów, którzy tworzyli z potrzeby serca. Ich utwory były publikowane w prasie powstańczej i docierały do każdego zakątka walczącego miasta. Poezja tamtego czasu rodziła się spontanicznie: na barykadach, w ruinach, podczas nalotów, w okopach, schronach czy na podwórzach.
Była nie tylko wyrazem artystycznym, ale także emocjonalnym krzykiem pełnym żalu, bólu i strachu. Dodawała otuchy, wzywała do pracy i walki, apelowała o pomoc sojuszników — głównie Brytyjczyków i Amerykanów.
Jednak poezja dotycząca Powstania Warszawskiego, publikowana w PRL-u często cuchnęła propagandą. Wiersze miały nie tyle dostarczać przeżyć estetycznych, ile służyć jako narzędzie polityczne, wpływające na społeczne nastroje.
W pamięci ze szkolnej ławy najmocniej zapisał mi się Krzysztof Kamil Baczyński — poeta-powstaniec. Jego strofy z wiersza Z głową na karabinie do dziś brzmią jak testament młodości złożonej na ołtarzu ojczyzny:
„Nocą słyszę, jak coraz bliżej
drżąc i grając krąg się zaciska.
A mnie przecież zdrój rzeźbił chyży,
wyhuśtała mnie chmur kołyska”.
Teraz warto i trzeba przywołać także postać Mieczysława Adama Ubysza, którego literackie świadectwo czeka na ponowne odkrycie. Czy jego wiersze również przetrwają próbę czasu i trafią do współczesnych czytelników? Może nadszedł już czas, by je obudzić z wieloletniego snu.
Powstańcza Poezja — Świadectwo na Cenzurowanym
Za kulisami szkolnych ław krążyły nieoficjalnie wersy poetów, którzy w swoich utworach odważnie oskarżali Armię Czerwoną o bierność podczas Powstania Warszawskiego. Ich twórczość była przemilczana lub wręcz zakazana w czasach PRL-u. Oficjalne zajęcia szkolne stanowiły arenę cenzury, gdzie młode umysły z premedytacją odcinano od literackich świadectw prawdy.
A przecież powstańcza poezja nie jest jedynie literackim uniesieniem — to ważne świadectwo epoki, spisane przez uczestników i świadków tamtych dni. Niosła w sobie zarówno bóle klęski, jak i iskry nadziei, a także rozgoryczenie wynikające z braku pomocy ze wschodu. To właśnie te przemilczane strofy stawały się prawdziwym głosem historii — przekazywanym w szeptach poza oficjalnym nurtem edukacji.
Czy nie nadszedł czas, by i wersy Mieczysława Ubysza wyciągnąć z cienia i pozwolić na pełne wybrzmienie?!.
Mieczysław Adam Ubysz ur. 28 stycznia 1915 w Łodzi, polski poeta, kapral podchorąży spiker powstańczej radiostacji „Błyskawica”. W 1938 pracował w Rozgłośni Polskiego Radia w Wilnie jako spiker. Uczestnik kampanii wrześniowej, walczył jako ochotnik w obronie Warszawy, gdzie wstąpił do podziemnej Armii Krajowej. Był jedną z osób współtworzących „Błyskawicę”, a także dowódcą patrolu megafonowego nr 2 Biura Informacji i Propagandy AK. Ranny w czasie powstania, po kapitulacji Warszawy przebywał w szpitalu jenieckim w Zeithain. Jeniec Stalagu IV B/H Zeithain (podobóz Stalagu IV-B Mühlberg), jako ranny umieszczony w Kriegsgefangenen-Lazarett Zeithain. Po wyzwoleniu, zostając w brytyjskiej strefie Niemiec Zachodnich, redagował czasopismo obozowe Droga w miejscowości Northeim, brał udział w występach teatru żołnierza i wciąż pisał. W 1945 wydał w Niemczech tom wierszy pt. Czas wirujący, zawierający ponad 80 utworów, a w 1946 w Hanowerze tomik pt. Brew z 18 wierszami. W obozie nabawił się gruźlicy. Do Polski wrócił w 1947, gdzie jego wiersze powstańcze obwiniające brak pomocy Armii Czerwonej przyczajonej po drugiej stronie Wisły zaowocowały blokadą publikacji i jego podanie o wstąpienie do Klubu Literatów w Łodzi zostało odrzucone. Wciąż jednak pisał – do szuflady. Zmarł w 1970 r. pochowany na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Warszawie.
Źródło: wikpedia
Mieczysław Ubysz — Liryka strzelająca słowami
Twórczość Mieczysława Ubysza nieodłącznie splata się z Warszawą i Powstaniem. Od początku wojny jego pióro nieustannie reagowało na rzeczywistość — pisane pod wpływem chwili wiersze noszą daty, które są niemymi świadkami dramatycznych wydarzeń. Te okupacyjne doświadczenia, pełne nieustannej ucieczki i konspiracji, naznaczyły jego twórczość mrocznym, pesymistycznym tonem.
Poezja Ubysza to liryka walcząca — „strzelająca nie kulami, a słowami”. Takie było jego świadectwo czasów, które nie bez powodu określa się mianem Czasu Pogardy.
Pierwszy raz zetknęłam się z jego twórczością, znajdując jego książkowe wydanie z Northeim z 1945 roku, zatytułowane Czas Wirujący. Te wiersze, pełne patosu, emocji i historycznej prawdy, odsłoniły przede mną autora potrafiącego nadawać swoim utworom niecodzienną konstrukcję poetycką i wyrazistą formę.
Ubysz, jak mało kto, potrafił oddać puls powstańczej Warszawy — miasta walczącego i umierającego, ale nigdy poddającego się rozpaczy. Jego poezja, choć stworzona w chaosie walk, wciąż wybrzmiewa ponad czasem jako świadectwo odwagi, pamięci i niezłomności ducha.

Fot 32, Adam Ubysz Czas wirujacy, Pierwsze wydanie wierszy Mieczysława Ubysza, Northeim, 1945
Pierwsze Wydanie Poezji Mieczysława Ubysza
Pierwsze wydanie utworów Mieczysława Ubysza, Czas Wirujący, z Northeim z 1945 roku jest nie tylko literackim zapisem dramatycznych czasów, ale również materialnym świadectwem trudności, jakie niosła wojna i tułaczy los. Książka ta pozbawiona jest całkowicie polskiej czcionki — nawet na stronie tytułowej redaktorzy musieli posłużyć się przecinkiem, by z litery „A” stworzyć „Ą”.
Ten pozornie drobny szczegół, ten przecinek pod A, mówi więcej, niż mogłoby się wydawać. Staje się symbolem walki o zachowanie tożsamości kulturowej i języka w obliczu wygnania. Brak polskich znaków diakrytycznych staje się metaforą losu polskich poetów na emigracji — ich głosów często pozbawionych odpowiedniego miejsca w pamięci czytelników w powojennej Polsce.
Choć wydanie to może wyglądać skromnie i niedoskonałe w swojej formie, to jego treść stanowi niezapomniany dokument czasu, w którym słowo było równie potężną bronią jak powstańcza barykada.


Fot. 33 Spis treści, Czas Wirujący
Poezja w Duszy Czytana
Brak polskiej czcionki w pierwszym wydaniu Czasu Wirującego Mieczysława Ubysza nie wydaje się przeszkodą dla czytelnika — poezję bowiem czyta się nie tylko wzrokiem, ale przede wszystkim sercem i duszą. To forma dialogu z autorem, który na papier przelewa całe swoje jestestwo, ból, strach i nadzieję.
Ubysz, oddając atmosferę okupacyjnych dni, wprowadza również „język wroga”. W jego poezji pojawiają się niemieckie zwroty, niekiedy zniekształcone, jakby echem dochodzące z tamtych czasów: „Wehrmacht”, „Führer”, „Vorsicht”, „Oberleutnant”. Te słowa nie są jedynie zapisem językowym — to brzmiące w pamięci autora głosy pełne trwogi i grozy, które na zawsze pozostały w jego świadomości.
Wiersze te nie są tylko literackim zapisem, ale świadectwem życia w cieniu śmierci i okupacyjnej beznadziei. Czytelnik za każdym razem odnajduje w nich emocjonalną prawdę — uniwersalną i poruszającą, niezależnie od tego, w jakim języku wypowiedzianą.
Puls Powstańczej Warszawy w Poezji Mieczysława Ubysza
Utwór Polska Podziemna Mieczysława Ubysza przenosi czytelnika do tętniącej życiem powstańczej Warszawy. W zaledwie kilku wersach poeta odmalowuje precyzyjny obraz codzienności konspiracyjnej — harmonogram działań, organizację życia w cieniu walki i nieustannego zagrożenia.
Każdy wers niesie świadectwo nieustającego wysiłku, by przeciwstawić się okupantowi. Ubysz zapisuje ten czas nie tylko jako literacką impresję, ale jako dokument doświadczeń ludzi, którzy w zmaltretowanym mieście budowali struktury podziemia, tworzyli kanały komunikacji i utrzymywali ducha walki.
Wiersz staje się nie tyle nostalgicznym wspomnieniem, ile dynamicznym zapisem siły i determinacji — symbolem nadziei, która żyła w zgliszczach walczącej Warszawy.
Drukarnie:
W sklepie, po opuszczeniu witryny-Maszyny…
Na strychach, w zatęchłych piwnicach”..
„Codziennie na innych ulicach,
Dudniące bez przerwy, ofiarne Konspiracyjne Drukarnie.
Kolporterki:
„Uśmiechnięte, smukłonogie dziewczęta
Od piętra biegają do piętra,
Mimo sieci patrolów, łapanek
Zadyszane, mrące z trwogi, rozśmine..”
Musztra
„Sześciu chłopców bez butów w milczeniu zawzięcie ćwiczy
Pięty chłopiece kołyszą deski podlogi,
I mama płacze ze szczęścia i trwogi”
Potem po kolei przebieg ODBIERANIE BRONI, HURT i EGZEKUCJA.

Fot 34. Fragment utworu Ubysza , Polska podziemna,

Fot 35, strona 2 wiersza Polska Podziemna
Głos Okupowanej Warszawy w Poezji Mieczysława Ubysza
W utworze Polska Podziemna Mieczysław Ubysz nie tylko odmalowuje życie konspiracyjne stolicy, ale również wprowadza fonetyczne zwroty języka niemieckiego, co wzmacnia dramaturgię jego poetyckiego przekazu. Takie frazy jak O Herr Gott! Die verpfluchte Banditen (choć poprawna pisownia brzmi Die verfluchten Banditen) przywołują grozę okupacyjnej rzeczywistości, której dźwięki i język były integralną częścią codzienności mieszkańców.
Nie mogę nie wspomnieć o moim własnym pierwszym zetknięciu z niemiecką frazą. Słowa Achtung, Achtung…, usłyszane na peronie w Berlinie, choć całkowicie neutralne w swoim kontekście, zabrzmiały złowrogo. Pochodzę z pokolenia powojennego, ale zdaje się, że echo edukacji patriotycznej w PRL-u wciąż rezonuje w takich momentach.
Ubysz, świadomy tych historycznych napięć, wprowadza język okupanta jako świadectwo tamtego czasu, ale także jako narzędzie artystyczne, by wydobyć nie tylko pamięć, ale i emocje, które wciąż tkwią głęboko w naszej świadomości.
Jednym z pierwszych zadań Ubysza, jako powstańca było przebicie przejść w murze między dziedzińcem PKO a podwórkiem „Adrii“ i banku włoskiego, które umożliwiałyby ruch kurierów przenoszących informacje
Uwiecznił to w utworze P. K. O, napisanym „
„Na cześć Tego, który podczas bombardowania P.K.O w czasie rosnącej paniki zaintonował Hymn”
„P.K.O P.K.O
Pierwszy grom, drugi grom!
Jęknął strop i wicher trzasnął
Czarną śmiercią w gmach jak miasto,
…
W grozę kołyszącą domem,
W mgle wykrzyknął:
N I E i S T A Ć
Śmierć – to śmierć, a śmierć – to gra
..
Stać, dopiero pierwsze drzwi!
A nam teraz stać i czekać
(W sercach, w gardłach i w powiekach)
..
I jak grom o grom runęła:
JESZCZE POLSKA NIE ZGINĘŁA”

Fot 35 a, wiersz P.K.O,

Fot 35 b strona 2 Wiersza Mieczysława Ubysza, P.K.O z tomiku Czas Wirujący, 1945
Powstańcze Stare Miasto w Poetyckim Zapisie Mieczysława Ubysza
Na początku września, gdy warszawskie Stare Miasto chyliło się ku tragicznemu upadkowi, Adam Ubysz stworzył poemat Stare Miasto. To literackie świadectwo walk, jakie toczyły się na ulicach Długiej, Kilińskiego, Placu Krasińskich, Rynku, Placu Zamkowego i Krakowskiego Przedmieścia. Poezja Ubysza, pełna emocji i patosu, staje się kroniką dramatycznych chwil z życia powstańczej stolicy.
Ciekawym detalem tego wydania jest zastosowanie obcej czcionki, by zastąpić polskie znaki diakrytyczne, jak „ó” czy „ż”. Choć dla współczesnego czytelnika może wydawać się to błahym szczegółem, ten zabieg wówczas świadczył o trudach wydawniczych i desperackiej walce o zachowanie tożsamości literackiej w czasie okupacji.
Ubysz nie tylko opisuje wydarzenia, ale czyni je wiecznym zapisem, przepełnionym odgłosami ulic, zniszczonych budynków i determinacji ludzi, którzy mimo przeważających sił wroga nie tracili ducha walki.

Fot 35,wiersz Stare Miasto

Fot 40 Stare Miasto, strona 2
Fragment utworu STARE MIASTO, pisanego bez polskiej czcionki.
Dla porównania, poniżej oryginalne zapiski Mieczysława Ubysza, które przetrwały w zeszycie Ilony Daniel ps. ,,Jula”, sanitariuszki batalionu ,,Golski” w czasie walk o stolicę. Rękopis pochodzi ze zbiorów Muzeum Powstania Warszawskiego, którego archiwum przechowuje zbiór kilkuset rękopisów jego utworów, w zdecydowanej większości nigdy dotychczas niepublikowanych.

Fot 41, Rękopis wiersza Stare Miasto Ubysza
Źródło: https://warhist.pl/wiersze-i-piesni-wojenne/mieczyslaw-ubysz-stare-miasto/
Szli, szli, szli,
Zgarbieni, zbłoceni, we krwi.
Przez wieczór bez końca,
Wśród nocy bez końca,
Sunęła, sunęła
Gromada milcząca.
O mury, o asfalt
Trącały kikuty,
Gubiły rytm buty,
Gubiły rytm buty,
Szli, szli, szli…[…]
Krótkie wersy przypominaja mi kroki idących żołnierzy, a liczne powtórzenie wzmacniają rytm marsza.
Żołnierze, kroczący przez piekło Starówki, „kikutami”, zamiast butów.
Przez wieczór bez końca
Wśród nocy bez końca
[…]
Trącały kikuty,
Gubiły rytm buty,
Gubiły rytm buty,
Szli, szli, szli…
[…]
A twarze sczerniały
Z zajadłym chichotem
Noc pluła żelazem,
Gruzami i błotem
I szli tak od gruzów
Do gruzów kamienic
Cieniami olbrzymów
W wichurze płomieni,
Nie rzędem, kolumną –
Gromadą bezładną
[…]
Wiatr uniósł im nad głową,
Wiatr huczał w płomieniach,
Że było, że padło,
Że dzisiaj już nie ma!
Na gruzach Starówki
Brzask przetnie jak nóż
Trzydzieści dwie doby
I krzyknie, że już!
Że padło, ze odwrót,
Że idą i idą […]
Wstrząsnęło mną zestawienie życia i śmierci, które było codziennością tamtego czasu. Tu miasto pełne trupów i gruzów, bo Starówki „dzisiaj już nie ma”, a tam uparcie wciąż „idą i idą” w rytm zaczęty autora:
Żołnierzu! Zęby wilcze zatnij
I przez ulice spłomienione maszeruj!
Londyn, Paryż, New-York,
Surmy w Brukseli, w Amsterdamie
Grają ci dzisiaj na konanie
– Pod Twą obronę – […]
Oto nam huczą strzały armatnie
Na szańcach Żelaznej Bramy.
Święta Maryjo, w palbie ostatniej
Módl się za nami. […]
Ostatni Komunikat—Proroczy Głos Mieczysława Ubysza
Wiersz Ostatni Komunikat, napisany 15 sierpnia 1944 roku, w samym środku powstańczej zawieruchy, ma formę radiowego przekazu. Już sam zabieg formalny, zbliżający utwór do komunikatu radiowego, oddaje nerwowość i dramatyzm tamtych chwil. Wiersz, choć pozbawiony polskiej czcionki, poraża trafnością przewidywań i dojrzałością refleksji.
Ubysz wyraża w nim nie tylko gorycz wobec zdradzieckiej bierności Armii Czerwonej, stojącej po drugiej stronie Wisły, ale także przenikliwe przekonanie, że powstańcy zginą, choć alianci ostatecznie zwyciężą i zdobędą Berlin. Co zaskakujące, poeta tworzy te wersy jeszcze w sierpniu — w czasie, gdy wciąż tliła się nadzieja na triumf Powstania i na pomoc ze strony Zachodu.
Skąd jednak ta niemal prorocza wizja klęski? Czy była to intuicja poety, czy raczej wynik bystrej obserwacji politycznych rozgrywek? Ubysz dostrzegał zapewne coś, co umykało wielu jego rówieśnikom: nieprzejednaną kalkulację Stalina, dla którego Powstanie Warszawskie było jedynie niewygodnym elementem w jego strategii politycznej.
Ostatni Komunikat to nie tylko poetycka relacja z frontu, ale również przejmująca analiza politycznej rzeczywistości. Wiersz stanowi nieocenione świadectwo ducha tamtego czasu, który tak bezwzględnie testował granice ludzkiej nadziei.
Nadajemy komunikat z Warszawy
Nadzwyczajny komunikat z Warszawy,
Stacja Armii krajowej melduje:
Bój skończony i… nic, oprócz sławy…
wieść niesiemy do wszystkich narodów,
konferencyj, przyjaciół i braci:
Lud stolicy za wolność zapłacił
Swoim życiem! […]
Odczytuję ten wiersz jako komunikat radiowy, którym poeta zawiadamia świat o klęsce.
Już pełzła po mieście
Trupi odór od szańców do szańców,
Milion legło wśród gruzów Powstańców.
Wolni. Wolni od kajdan i… życia. […]
Wolność Wobec Śmierci—Tragiczny Paradoks Pokolenia
W swoim przejmującym zwątpieniu Mieczysław Ubysz redefiniuje pojęcie wolności. Nie jest ona jedynie upragnionym oswobodzeniem z kajdan okupacji, ale także—w najbardziej dramatycznym ujęciu—wyzwoleniem od samego życia.
Ta przerażająca koncepcja wolności, będąca paradoksem podszytym rozpaczą, towarzyszyła całemu pokoleniu doświadczonemu przez Czas Pogardy. Dla wielu młodych ludzi walka o wolność była jednocześnie zgodą na poświęcenie wszystkiego, łącznie z własnym istnieniem.
Ubysz, jak nikt inny, oddaje w swojej twórczości tę bolesną świadomość, że wolność okupiona życiem pozostaje jedynie marzeniem, a jej cena jest niekiedy zbyt wysoka, by mogła przynieść pełnię szczęścia i poczucie spełnienia. W tych wersach pobrzmiewa echo dramatycznego losu tych, którzy wywalczyli wolność, ale jej już nigdy nie doświadczyli.
Ubysz czuje się też zdradzony przez Armię czerwoną,
Armia bratnia jest o krok, jest blisko,
Na przedpolach Warszawy i zgliszczach,
Nim ostatni o wolność padł strzał –
Hełm widziano –
Rosyjski hełm błyskał…[…]
I zaraz po tym zwraca się do Aliantów zachodnich:
… Były. Dwa zrzuty tej nocy,
Lecz nie stało żadnego żołnierza…
[…]
Stacja Armii Krajowej melduje,
że nadała swój program ostatni:
błyskawica. Warszawa. Zwycięstwo.
Surmy! Bratnie fanfary!
Przekleństwo. […]
Czuł się razem z Warszawą przeklęty, nie tylko okupantem, ale i zdradą sojuszników.

Fot 42, fragmenty wiersza Ostatni Komunikat, Fragment wiersza OSTATNI KOMUNIKAT Z TOMIKU CZAS WIRUJĄCY, WYDANEGO w Northeim, Niemcy w 1945 roku

Fot 43 Ostatni komunikat, str 2

Fot 44 Ostatni komunikat str 3
Nadajemy komunikat z Warszawy.
Nadzwyczajny komunikat z Warszawy.
Stacja Armii Krajowej melduje:
Bój skończony i… nic, oprócz Sławy…
Wieść niesiemy do wszystkich narodów,
Konferencyj, przyjaciół i braci:
Lud Stolicy za wolność zapłacił
Swoim życiem.
Rozgłoście! Ponieście! Wolni. Wolni!
Już pełza po mieście
Trupi odór od szańców do szańców,
Milion legło wśród gruzów Powstańców.
Wolni. Wolni od kajdan i… życia.
Sztandar krwawy łopoce na wietrze,
Sztandar strzela zwycięsko purpurą!
Wolni! Wolni!!!
Milczenie złowieszcze.
Gruz nasiąkły krwią milczy ponuro…
Milion legło!
Stacja Armii Krajowej w Warszawie
Raz ostatni pozdrawia żołniersko
Wszystkich Braci walczących na świecie
O Zwycięstwo! O… wasze zwycięstwo!
Wolnej Francji, Rumunii, Bałkanom,
Naszym Braciom w zdobytym Berlinie
Ślemy Salut.
W płomieniach nasz Salut!!!
I nasz Salut jak Wolność tragiczny
Nad milczeniem urasta ulicy,
Jak śmierć blady!
Zwycięstwo! Zwycięstwo!
Nad Stolicą Wolności huragan
Zielonymi rękami dziś targa,
Lasem rosną milczącym i krwawym
W tym Salucie Honoru i Sławy.
W świat ponieście! ponieście!
Milion legło!
I nad tym Milionem
Chorałami jak dotąd zapłaczcie,
I zarzućcie na martwe nam głowy,
Z srebrnych ptaków,
Przybyłych… dzień później
Kiru wstęgę i płaszcz laurowy.
Meldujemy. Wiadomość ostatnia.
Armia bratnia jest o krok, jest blisko,
Na przedpolach Warszawy i zgliszczach,
Nim ostatni o wolność padł wystrzał –
Hełm widziano –
…Rosyjski hełm błyskał…
Audycję kończymy. Zwycięstwo.
Sztandar w wichrze nade mną łopoce!
Wielkość rośnie ogromna jak wieża!
…Były zrzuty. Dwa zrzuty tej nocy,
Lecz nie stało żądnego żołnierza…
Stacja Armii Krajowej melduje,
Że nadała swój program ostatni:
Błyskawica. Warszawa. Zwycięstwo.
Surmy. Bratnie Fanfary!!!
Przekleństwo
Wolnej Francji, Rumunii, Bałkanom,
Naszym Braciom w zdobytym Berlinie
Ślemy Salut.
W płomieniach nasz Salut!!!
I nasz Salut jak Wolność tragiczny
Nad milczeniem urasta ulicy,
Jak śmierć blady!
Zwycięstwo! Zwycięstwo!
Nad Stolicą Wolności huragan
Zielonymi rękami dziś targa,
Lasem rosną milczącym i krwawym
W tym Salucie Honoru i Sławy.
W świat ponieście! ponieście!
Milion legło!
I nad tym Milionem
Chorałami jak dotąd zapłaczcie,
I zarzućcie na martwe nam głowy,
Z srebrnych ptaków,
Przybyłych… dzień później
Kiru wstęgę i płaszcz laurowy.
Meldujemy. Wiadomość ostatnia.
Armia bratnia jest o krok, jest blisko,
Na przedpolach Warszawy i zgliszczach,
Nim ostatni o wolność padł wystrzał –
Hełm widziano –
…Rosyjski hełm błyskał…
Audycję kończymy. Zwycięstwo.
Sztandar w wichrze nade mną łopoce!
Wielkość rośnie ogromna jak wieża!
…Były zrzuty. Dwa zrzuty tej nocy,
Lecz nie stało żądnego żołnierza…
Stacja Armii Krajowej melduje,
Że nadała swój program ostatni:
Błyskawica. Warszawa. Zwycięstwo.
Surmy. Bratnie Fanfary!!!
Przekleństwo.
Jego wizja została zaprezentowana światu najpierw za pośrednictwem radiostacji powstańczej „Błyskawica”.
Gorzki Apel do Rodaka w Mundurze
W utworze Do Żołnierza Armii Berlinga, Mieczysław Ubysz kieruje bezpośredni i osobisty apel do rodaka w mundurze Berlinga. Słowa poety przesiąknięte są goryczą i rozczarowaniem wobec decyzji dowództwa, które pozostawiło walczącą i wykrwawiającą się Warszawę bez pomocy.
Ubysz, jakby w imieniu powstańców, nie oskarża indywidualnego żołnierza — jego słowa są pełne zawiedzionej nadziei i pytania o lojalność wobec wspólnej sprawy. Poezja ta nie jest jedynie historycznym zapisem pretensji, lecz także symbolicznym krzykiem osamotnionej stolicy, która oczekiwała braterskiej ręki, a spotkała się z zimnym milczeniem zza Wisły.
Ten utwór to literacka próba przepracowania narodowej traumy i zadania pytania, na które historia wciąż nie daje pełnej odpowiedzi.
„A przecież o polskie miasto szło i o Polskę.
Bo Polska to jest Wolność. Innej Polski nie ma.”

Fot 45, wiersz Do Żołnierza Armii Berlinga

Fot 46, Rękopis utworu Do żołnierza Armii Berlinga podarowany Jerzemu Kisielińskiemu,
Źródło z archiwum Muzeum Powstania Warszawskiego
Poezja Więzienna Mieczysława Ubysza w Zeithein
Podczas kapitulacji Śródmieścia Mieczysław Ubysz został przysypany gruzami na ulicy Moniuszki, a później ranny wskutek wybuchu na Złotej. Warszawę opuścił na noszach, doświadczając cierpienia nie tylko fizycznego, ale także emocjonalnego — jako świadek upadku miasta, które ukochał.
13 października poeta został wywieziony do obozu jenieckiego Zeithein, a w kwietniu 1945 roku przeniesiony do Stalagu IV B Mühlberg, gdzie przeżył nalot aliantów.
Źródło : https://ozopedia.org/index.php?title=Ubysz_Mieczys%C5%82aw
Mimo trudnych warunków niewoli nie zamilkła jego poetycka wena, która stanowiła nie tylko osobisty ratunek, ale także świadectwo nieugiętego ducha.
Z tego okresu pochodzi przejmujący utwór Msza Polowa, w którym Ubysz dokonuje retrospektywnego przeglądu wydarzeń wojennych. Wspomnienia poległych to nie tylko wyraz pamięci, ale także próba sacrum wobec chaosu wojny. Przenikająca tekst melancholia i powaga liturgicznego symbolu czynią z tego wiersza poruszający hołd żołnierzom, a jednocześnie uniwersalną refleksję nad kruchością życia i odwagą poświęcenia.
Poezja Ubysza z okresu niewoli świadczy o niezłomności jego ducha i stanowi ważny zapis nie tylko osobistych doświadczeń, ale także narodowej pamięci.
Za dusze poległych Sióstr,
Za dusze poleglych braci,
Rzuceni w świat daleki,
Zza siodmej gory i rzeki
Szepczemy wargami drżacemi
Beznogie, bezrękie kaleki
Wieczne Odoczywanie
Za dusze poleglych braci,
Za ciał szczerniałych mękę,
Za domy rozdarte w pożodze,
Za dnie i noce w trwodze,
Za martwe, zwalone ulice,
Za całą Matkę Stolicę,
Za wszystkie, za wszystkie rozpacze,
Kaleki, wygnańcy, tułacze,
Pod strażą honorową,
Na baczność z odkrutą głową
Powtarzamy długie litanie
Wieczne Odpoczywanie.
Hołd dla Generała Sikorskiego w Obozowej Poezji Ubysza
Ból, rozczarowanie i rozpacz towarzyszyły Mieczysławowi Ubyszowi w obozie jenieckim. Zmagania z wojenną traumą pogłębiała świadomość tragicznych wydarzeń, które wstrząsnęły polskim społeczeństwem. Jednym z takich momentów był dramatyczny wypadek, w którym zginął generał Władysław Sikorski — symbol nadziei Polaków walczących o wolność.
Ubysz oddaje hołd pamięci generała w poruszającym wierszu W Ostatnim Dniu. Utwór ten jest nie tylko lamentem nad stratą ważnej postaci dla narodu, ale również odzwierciedla osobiste poczucie bezsilności poety, który obserwował upadek ideałów, za które walczył.
W poetyckich obrazach widać żal i niewypowiedzianą tęsknotę za przewodnikiem, który mógł poprowadzić Polskę ku innemu losowi. Ubysz zdaje się pytać, ile jeszcze ofiar będzie musiała ponieść Ojczyzna, zanim spełni się marzenie o wolności. Wiersz, przesycony symboliką końca, staje się jednocześnie aktem pamięci o generale i próbą zachowania nadziei w obliczu rozpadu świata, w którym przyszło żyć poecie.

Fof 46a, w ostatnim dniu
W WIERSZU O ŁODZI, znowu pojawia się promyk nadziei. To nadzieja autora, że mimo klęski Powstania, gra o Polskę, o wolną Polskę jest jeszcze nieskończona:
Noce są bardzo długie. Sa ciche i groźne…
Saksoński wicher targa polskimi gwiazdami
Noc w sercach drży napięta – a myśl jak dynamit!
Marsz skończony. I …Uśmiech.
Nieskończona gra!

Fot 47 wiersz o Łodzi, napisany w obozie w Zeithein w 11.1944 roku

Fot 48a str 2 Wierszu o ŁODZI
Ubysz o własnej twórczości
Bluźnierca Słów — Poetycka Pokora i Niewygodna Prawda
Mieczysław Adam Ubysz, poeta walczącej Warszawy, sam siebie nazywa „bluźniercą słów”. Czyżby tak surowo oceniał wartość swojej twórczości? A może raczej określenie to stanowi wyraz świadomości, że podejmuje tematy niewygodne i trudne do zaakceptowania przez powojenną rzeczywistość?
W utworze Bluźnierca przebija pokora — zarówno wobec historii, jak i literatury oraz przyszłości, której kształt wciąż pozostawał niepewny. Ta pokora nie jest jednak synonimem poddania się. Wręcz przeciwnie: w wierszu wyczuwalne jest rozczarowanie sytuacją polityczną po wyzwoleniu, nowym układem sił i zdradą ideałów, za które walczyło pokolenie poety.
Ubysz, mimo wszelkich gorzkich doświadczeń, nadal odważnie deklaruje nadzieję. Słowa „chcę inaczej wierzyć!” stają się jego manifestem oporu wobec zgody na świat, który nie spełnił obietnic wolności. To nie bluźnierstwo wobec Boga czy wartości — to bluźnierstwo wobec fałszu i milczenia, które poeta pragnie przełamać każdym kolejnym wersetem.
„A ja chce widzieć. Choćbyś gromem
W źrenice mi uderzył,
I krzykiem groźnym Tobie płonę,
Bo chcę inaczej wierzyć!”

Fot 49, wiersz Bluźnierca
Muza, która Nie Zawiodła — Poezja w Cieniu Drutów Zeithein
Mieczysław Adam Ubysz, choć odcięty od ojczyzny i pogrążony w rzeczywistości obozu jenieckiego w Zeithein, nie porzucił swojej poetyckiej drogi. Muza poezji była mu wierna — towarzyszyła wśród murów zniewolenia, gdzie słowa stawały się jedynym schronieniem przed bólem i upokorzeniem.
W utworze Poza Kołem poeta, mimo oddalenia od krwawych walk i huku barykad Powstania, przemienia swoje myśli i emocje w liryczne wersy. Przepełniony tęsknotą za krajem i świadomością nieodwracalnych strat, szukał w poezji wolności, której odmówiono mu na ziemi.
Te słowa, choć pisane w cieniu drutów kolczastych, zdają się przerzucać most nad mrokiem historii. Poezja Ubysza nie znała granic — stała się aktem nie tylko pamięci, ale i wewnętrznego zwycięstwa nad próbą odebrania człowiekowi duszy.
Słów wirujacych tysiące..
Przychodza do mnie i proszą,
Czekają moich zmiłowań.
Przytulam je miękko, przytulam
I rzyucam w ptwarte okno..
..
Klekają, proszą i płaczą,
O szyby tłuką w okna!
Czekam.
Niech mokną.
Potem otwieram,
Powietrze wciągam w płuca,
A one głośno krzycząc, skaczą do serca wprost z błota!
I JEST! Rozumiesz ? WIERSZ!
„Jesienna tęsknota”
Tak wszystko, wszystko jest śpiewem.
I nie wiem,
Czy słowo – natchnieniem życia,
Czu życie – słowa natchnieniem?
Noc. Cztery ściany. I ja!
Mrok i ja i te ściany
I wiatr i ja weń wbłąkany.

Fot 50, wiersz Poza Kołem, napisany w obozie w Zeithein w 11.1944 roku.
Poezja jako Ogród Edenu — Obraz z Obozu Zeithein
W samotności obozu Zeithein, odcięty od wolnego świata i bliskich, Mieczysław Adam Ubysz odnajdywał azyl w poezji. To właśnie ona podtrzymywała go na duchu, pozwalała choć na chwilę uciec od bolesnej rzeczywistości i podnieść się z klęczek rozpaczy.
Dla Ubysza poezja była niczym rajski ogród — Ogród Edenu, gdzie każde słowo stawało się doskonałym owocem, karmiącym jego zranioną duszę. W poemacie Słowa oddaje to uczucie z niezwykłą siłą: poetyckie wersy nie tylko łagodzą ból, ale stają się świadectwem triumfu człowieczeństwa nad zniewoleniem.
Tęsknota za pięknem i wolnością, niegasnące pragnienie kreacji — oto jego duchowa walka, w której poezja okazała się najwierniejszym sprzymierzeńcem.
Za pierszym rogiem- sady boże,
Dosytne sady z jasnej baśni!
Słowa czekają, słowa proszą
Dosięgiem poetyckiej garści.
I wtedy trzeba na kolanach
Modląc się – zerwać słowo pierwsze
I słońcem, wiatrem, krzykiem, szcześciem!
Do nieba skoczyć prosto z klęczek !
Poezja jako ostatnia reduta wolności
Mieczysław Adam Ubysz, choć wielokrotnie zaglądał w oczy śmierci, to właśnie w obozie Zeithein dotknął prawdziwego dna rozpaczy. Odebrano mu wszystko, w co wierzył — wolność, ojczyznę i wiarę w sprawiedliwość historii. Uwięziono nawet jego nadzieję.
A jednak, choć skuty ciałem, w duszy pozostawał wolny. Ta wolność tkwiła w słowach i wersach, które tworzył. Poezja stała się jego ostatnim bastionem człowieczeństwa.
Nie pisał, by milczeć. Pisał, by krzyczeć — przeciwko zniewoleniu, przeciwko zapomnieniu, przeciwko śmierci ducha. Pozostały mu tylko wiersze, ale to one pozwalały mu żyć — nieśmiertelnie, mimo kajdan:
Wiersz mój jest nieskazitelny,
..
Słowem świszczacym od mocy
..
Wiersz mój jest jasny i czysty
Słowo tylko jest jedno
Twarde i harde jak kamień,
Błękit rozcina na dwoje,
Życie milczeniem wpół łamie.
Wiersz mój jest ciosem i krzykiem,
Srebrnym poczatkiem i znikiem,
Kiedy milczeniem się wdzwania
W organo gwiezdną muzykę.
Fragmenty utworu ŚMIERĆ, napisanego w obozie w 11.1944
List z obozu do Leśmiana — dowód nieśmiertelnej poezji
Mieczysław Adam Ubysz, w tragicznych okolicznościach obozu jenieckiego, napisał niezwykły list poetycki skierowany do Bolesława Leśmiana. Choć nigdy nie dotarł do adresata, los sprawił, że dotarł do mnie. Ten utwór jest żywym świadectwem niezwykłej mocy poezji — zdolnej nie tylko opisać okrucieństwo wojny i jej bezlitosną rzeczywistość, ale także zachować piękno i czar, który wbrew wszystkiemu nadal potrafi tchnąć nadzieję w duszę czytelnika.
Ubysz udowadnia, że nawet gdy poezja przyjmuje formę reportażu czy komunikatu, nie traci swojego artystycznego wdzięku. Poezja wciąż dźwiga laur natchnienia, niezależnie od tego, jak ciężki jest plecak wspomnień i ran, który nosi jej twórca.
To właśnie w takich momentach widzimy prawdziwą potęgę poezji — nie jako luksus pięknych metafor, ale jako akt przetrwania, sztukę, która odradza się nawet pośród ruin i drutów kolczastych. Wiersz „Leśmian” jest tego najlepszym dowodem — przekonajcie się sami, jak magia słowa Ubysza dotyka nie tylko historii, lecz także serca każdego, kto zechce go posłuchać.
LEŚMIAN
Leśmianiście, leśmianiście
Wtoczę się w sklepiaste liście,
I sczaruję i odmienię,
Na liść powiem, że liścieniem,
Wyinaczę słownym gradem
Zwykłą zieleń w zielenadzie
I pod korne chropowicia
Stuknę sudem w pozabycia,
Aż wychychną zjawopienne
Dziwostworki bezimienne,
Bukoszepty, borobózki,
Dębopienia, leśne duszki,
I tak z zielnią mnie łaskoczem,
Że z cieiestni mej wyskoczę
Aż las zmilkły wśród podsłuchu
Konarzyście krzyknie
D RU H U!!!

Fot 48 wiersz Leśmian z tomiku
Przesłanie do Pokoleń — Poetycki Testament Mieczysława Ubysza
Tomik poezji Czas Wirujący Mieczysław Adam Ubysz kończy symbolicznym utworem Proste Słowa — poetyckim testamentem skierowanym do przyszłych pokoleń. Przepełniony rozczarowaniem i refleksją nad pierwszym dniem wolności, poeta nie kryje obaw, że doświadczenia „Czasu Pogardy” zostaną zapomniane lub zrozumiane tylko przez nielicznych.
Ubysz w prostych, lecz przejmujących wersach wzywa do pamięci i wyciągania wniosków z historii. Jego przesłanie jest pełne goryczy, ale także subtelnej nadziei, że prawda i nauka płynące z tych tragicznych lat nie zaginą. Słowa poety stają się ostrzeżeniem przed lekceważeniem wartości wolności, która, jak zdaje się przypominać, nie jest trwałym darem, lecz kruchym i wymagającym pielęgnacji skarbem.
To właśnie Proste Słowa przypominają, że literatura, szczególnie ta przeżyta w ogniu historii, ma siłę kształtować pamięć i sumienia. I choć poeta nie kryje rozczarowania, jego głos nadal wybrzmiewa — pragnący dotrzeć do tych, którzy w przyszłości gotowi będą słuchać.
PROSTE SŁOWA
Do ludzi prostych są te słowa
Surowe i groźne.
Rozumiecie?!
Wasze dzieci będa znów bagnetem
Ze śpiewem
Zabijać,
Lub…zęby szczerzyć do nieba.
…..Kto patrzył na wzdęty brzuch konia,
Na szarych twarzy demokracje… zrozumiał..
Tak!..
My juz znamy modlitwy o pokoj,
Lecz nasze dzieci,
Ojczyzną i tym strasznym Bogiem,
Co milion otwartuch żył błogosławi,
Oślepieni
Pójdą po Sławę i po śmierć,
Jak my,
Z bohaterskim śpiewem.
Matki, sieroty, kaleki,
I wy, których się lękam,
Wy, ktorzy juz nic nie macie,
Nawet wiary w człowieka,
Niszczęśliwi wszystkich narodów,
Skrzywdzeni wszystkich narodów,
Przebaczcie mi, Żem głupio i podle
Modlił się o rok trzydziesty dziewiąty….
Ludzie prości.
Matki i ojce!
Najjaśniejsze jest słońce na jasnych główkach dzieciątek,
Niebo najczystsze- w ich oczach.
Zabijcie kazde hasło i wodza każdego,
Który znow każe…..
Ołtarze
A nawet Bogów zniweczyć!
Nie dać im wierzyć.
Zaprzeczyć!
Zaprzeczyć, i krwią i śmiercią i głodem!
Hymnom zagrodzić drogę
Pełnym po brzeg okopem!
Modlitwy czerwone zdusić,
Nim runą o bruk paradą – marszu po śmierć!
Ludzie prości
Bracia moi…
Prosty jest krzyk mój i hańba,
I groźna jest moja rozpacz
W pierwszym dniu naszej wolności!
Dzieciom naszym potrzeba tylko słońca
I jasnej prawdy.
Zdobywać ja i cronić od bogów i ludzi
Muszą
Matek i ojców pięści!“


Fot 51 wiersz Proste Słowa
Miejsce spoczynku Mieczysława Adama Ubysza na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Warszawie (kwatera B 22).
W Polsce Ludowej, poza Antologią Polskiej Poezji Podziemnej 1939-1945 Jana Szczawieja, wiersze Ubysza nie były publikowane.
Z Warszawskiego Pawiaku przez Majdanek do Buchenwald: Biografia Mieczysława Lurczyńskiego
Mieczysław Lurczyński, urodzony 14 grudnia 1907 roku w Petersburgu, to postać, której biografia wciąż wymaga uwagi i głębszego zrozumienia. W trakcie pracy nad jego życiem, natrafiłam na problematykę niepełności dostępnych danych biograficznych. Poszukiwania w źródłach cyfrowych ujawniły nie tylko Lurczyńskiego – więźnia obozów koncentracyjnych, lecz także malarza i artystę o gruntownym wykształceniu oraz bogatej, ale tragicznej biografii. W jego życiu pojawiły się ważne postacie literackie, z którymi łączyła go głęboka przyjaźń: Wojciech Kossak, Czesław Miłosz oraz Leopold Staff.
Po wybuchu II wojny światowej Lurczyński wstąpił do Związku Walki Zbrojnej, a później do Armii Krajowej. Aresztowany przez Gestapo w 1943 roku, trafił na warszawski Pawiak, skąd deportowany został do obozu w Majdanku. Tam trafił do komanda roboczego, a następnie przeniesiono go do Buchenwaldu. W marcu 1945 roku, podczas ewakuacji obozu, udało mu się uciec z transportu i dotrzeć do Hanoweru. Po zakończeniu wojny pozostał na emigracji, osiedlając się w Niemczech, gdzie współtworzył Wydawnictwo Związku Wychodźctwa Przymusowego. W Niemczech powstały dwa tomiki jego poezji: Dom pod wysokim księżycem oraz Łuski syreny. Później, osiedlił się w Paryżu, gdzie żył i tworzył aż do swojej śmierci w 1992 roku. W tym czasie był członkiem prestiżowych stowarzyszeń, takich jak „Société Historique et Littéraire” oraz „Société des Artistes Independants”. Lurczyński odwiedził Polskę jedynie raz, w 1968 roku.
Źródło: https://www.cultureave.com/gorzki-urodzaj-malarstwo-mieczyslawa-lurczynskiego/
Poetycka mapa Warszawy: Lurczyński w Buchenwaldzie
Pierwsze wojenne poematy Mieczysława Lurczyńskiego, Łuski Syreny powstały w Buchenwaldzie. Zmagając się z więzieniem, osamotnieniem i okrucieństwem, stworzył poetycką mapę Warszawy – miasta, które nosił w sercu i które stało się dla niego symbolem utraconej wolności. Te wiersze, pełne miłości, tęsknoty i bólu, odzwierciedlają nie tylko jego osobiste przeżycia, ale i uniwersalną tragedię wojny.


Fot nr 1, Łuski Syreny, Mieczysław Lurczyński, wydane w Hanower 1945r na prawach rękopisu nakładem Polskiego Związku Wychodźctwa Przymusowego

Fot 2, Spis treści Łuski Syreny, Mieczysława Lurczyńskiego
Jeden z jego najbardziej przejmujących wierszy brzmi:
Cierpką miłością skazańca
Przykuty do twoich murów,
Wciąż szarpiąc żelazny łańcuch,
Klnąc ulic twych rząd ponury,
Szedłem przez ciebie o miasto,
Dalekie dziś i pogrobne—
Kiedyś żem żył w tobie ciasno,
Dziś w myśl cię stroję ozdobną.
I duszno mi i daleko
Stolico gorzkiej młodości,
Której nim barwy uciekną,
Niech świadczą mojej milości.

Fot 3, wiersz będący słowem wstępnym do tomiku Łuski Syreny, Mieczysława Lurczyńskiego
Te słowa są świadectwem nie tylko jego więziennego doświadczenia, ale i głębokiej więzi z Warszawą, która – mimo że zniszczona przez wojnę – pozostała w jego sercu jako symbol nadziei i nieustannego powrotu do utraconych marzeń.
Ulice Warszawy: Mitologia, Poezja i Dźwięki Warszawy
Mieczysław Lurczyński wplatał w każdą ulicę Warszawy obrazy zaczerpnięte z mitologii, baśni, a także z literackich arcydzieł, takich jak Trylogia Henryka Sienkiewicza. Jego poetycka mapa Warszawy to nie topografia miasta, ale wytwór wyobraźni, która ożywia stolicę i łączy ją z obecnością literackich postaci. Na przykład, ulicę Piwną, pełną życia i historii, ożywił postacią Zagłoby – bohatera Trylogii, któremu nadał cechy i komiczne i wykwintne:
Bełkocząc słowa sprośne i słowa wspaniałe,
Z kontuszem zawalonym i wzdętym na brzuchu…
Nagle stanął—naprzeciw w pozie uroczystej,
On sam, drugi Zagłoba, kolorowy, piękny.
W tej poetyckiej wizji, warszawskie ulice stają się przestrzenią, w której literackie postacie – zarówno mitologiczne, jak i historyczne – współistnieją z rzeczywistym światem. Ulicę Ikara zasiedliła „przechodząca Julia Capuletti”, a dźwięki mandoliny i pozytywki ożywiły ulicę Kruczą. Ulica Mickiewicza, z kolei, brzmiała muzyką Chopina, tworząc aurę, w której poezja i muzyka splatały się w jedno.
Ulica Polna, której dźwięki maluje Lurczyński, pełna była orkiestry, a dźwięki jej instrumentów przenikały przestrzeń:
Grała cicho, szły tony jak senne
I nasycały niebo kroplami fioletu,
Zatracony swą barwą… jak rozpacz… jak Eden.
Że zdało się, iż cicho na skrzypcach świetlistych
Muzyk uliczny nutą bezdomną się chyli,
Że na gryfie drga chudych palców bursztyn czysty.
Czy dźwięki orkiestry w poetyckiej wizji Lurczyńskiego stają się symbolem ulotności chwil, które mijają w ciszy, a jednak pozostawiają trwały ślad w pamięci?
Każda z ulic w sonetach Łuski syreny to nie tylko miejsca, które poeta znał z młodości: domy, bruki, pomniki, sklepiki, knajpki i parki. To również przestrzeń, w której pulsuje serce narodu, pełne muzyki, dźwięków, zapachów i poezji. Lurczyński w swoich utworach oddaje atmosferę miasta, którego życie toczy się w harmonii z poezją, nadając każdemu miejscu nową, literacką tożsamość, pełną tęsknoty i refleksji nad upływającym czasem.
Ulice Warszawy w Poemacie Niedokończonym.
W Poemacie Niedokończonym Mieczysław Lurczyński nadał ulicom miasta niemal magiczny wymiar człowieka, zamieniając je w istoty pełne tajemniczości i emocji. Jego wersy rozbrzmiewają dźwiękiem, ruchem i barwą, ożywiając ulice, które stają się nie tylko przestrzenią miejską, ale również nośnikami poetyckich wizji i wspomnień. Lurczyński pisze:
Ulice te jak panny, tłumnie, rozbawione
Biegną, klaszczą oknami i we wszystkie strony.
Poeta przedstawia ulice jako postacie, które zyskują cechy ludzkie – żywe, tętniące radością i pełne niepohamowanej energii, jakby były osobnymi bohaterkami w nieustannym ruchu, dotrzymujace mu towarzystwa w osamotnieniu. Zaskakująco ożywione, pełne dźwięków, szelestów i blasków.
Być może dotarły do niego wieści o krwawej klęsce Powstania Warszawskiego, a on, nadając ulicom ludzkie cechy, oddał hołd poległym. W swoich refleksjach ożywił ich w wyobraźni, a może porównał do wielkich bohaterów literatury i sztuki, ukazując w ten sposób ich niezłomność i tragizm.
Tymi to ulicami w papierowym kasku
Szedłem w triumfalnych trąb wiatnych wrzasku;
Tam słońce, złoty puzon, było pierwsze z grajków,
Tam gwiazdy, jak rycerze z Andersena bajki.
Z tych ulic na harc wyjeżdzałem,
Smętny rycerz Don Kichot ze swym Bucefałem,
Gdzieś w dalsze ulic światy, po Graala czarę.
A domy były stare, stare stare, stare.
I nagle, skądś, z zaświatów, jak dźwięk co przenika
Aż do głębi, jak z nieba spadajacy Ikar.
Poeta porównuje ulice do baśniowych krain, pełnych tajemniczości, zamkniętych w czasie, z władzą nad nimi, która wymyka się zwykłym regułom. Te magiczne przestrzenie, jak w baśniach braci Grimm, pozostają zamknięte w nieuchwytnym świecie wyobraźni. Miejsce, w którym czas nie ma władzy, a ulice stają się niczym zamki i salony, gdzie z kolei smoki, potwory, a może i sny – pasą „swoje cielska rdzewne”.
Znam ulice jak bajki czarodziejskie Grimma,
Znam ulice zatoki, których czas nie ima,
Znam ulice-salony uśpionej królewny,
Na których smoki pasły swoje cielska rdzewne.
W kolejnych wersach Lurczyński przenosi nas do kolejnej metaforycznej przestrzeni:
Znam ulice-chochoły, w których fortepiany
W otwartych oknach stoją i tłuka swe gamy..
Że mówiłem o walcach….Muzyka ulicy,
Symfonia o akordach których nie obliczy
Ucho Wszechstwórcy nawet. Zamieć dźwiękow głucha,
Szał szmerów, ktorych ucho niezna już, nie słucha.
Przypomnij tylko bram dźwięk, bram po jedenastej,
Dźwięk skrzypiący akordem belesnym a starsznym,
Kończący się okrzykiem zgluszonym przez sienie,
Po których brodzą chrzęsty klucza niby cienie.

Fot 4, poczatek Poematu Niedokończonego, Mieczysława Lurczyńskiego, wydanego w Hanowerze w 1945 r, na prawach rękopisu
Tu ulice wydają się niemal surrealistyczne – jak fortepiany, pozbawione właścicieli, stoją w otwartych oknach, wydając „swe gamy”, jakby dźwięki same szukały swego miejsca w tej pełnej magii i zapomnienia przestrzeni. Ulice, wraz z każdą ich detaliczną melodiką – od otwierania i zamykania bram, przez zgrzyt tramwajowych szyn, odgłos dorożek, aż po subtelny szelest liści – dla autora stanowiły symfonię najwspanialszych dźwięków, w których każdy dźwięk niósł ze sobą wyjątkową harmonię codziennego życia.
W Poemacie Niedokończonym ulice jako przestrzeń dla ludzi i dla poezji, dla wspomnień i mitów, to miejsca, w których obecne jest zarówno życie, jak i śmierć, radość i nostalgia – jak w najlepszej baśni, pełnej zaskakujących zwrotów akcji.
Autor każdej nocy wędrował po ulicach Warszawy, starannie przywołując w pamięci każdy szczegół tej miejskiej scenerii. Zatopiony w atmosferze minionych czasów, delektował się słodkimi przysmakami Wedla, relaksował przy kieliszku w barze „Setka”, a wieczorami odwiedzał kino i teatr, czerpiąc pełnymi garściami z życia kulturalnego stolicy.
Że o „Wedlu” nie wspomnę z palcem przełamanym,
Co raz po raz wskazywał swego sklepu ścianę.
Po tej to Marszałkowskiej, gdzieś pod barem „Setka”
Lub około „Bachusa”, włóczyłem się zlekka.
Aleje, Bracka, Chmielna, Marszakowska, Piękna,
Krucza i Hoża, Wspólna, Żurawia- i wściekła
Wędrówka od początku, znów od Marszałkowskiej.
Noc szalała od świateł ulicznych beztroski.

Fot 5 Strona tytułowa Poemat Niedokończony, Mieczysława Lurczyński


Fot 6 Słowo wstępne Mieczysława Lurczuńskiego do Poematu Niedokończonego
Nie podejmuję się recenzowania ani treści, ani formy Poematu Niedokończonego. Autor sam uczynił to w słowie wstępnym – tak precyzyjnie, że każda próba opisu tych wersów wydawałaby się profanacją.
Dom pod wysokim Księżycem

Fot nr 7, Dom Pod wysokim Księżycem, Mieczysław Lurczyński , 1945 r
W samotności, pełnej bólu i tęsknoty, szukał pocieszenia w w czymś nieuchwytnym – w nazwach ulic Warszawy, do których się przytulał, jak do poduszki. Pisał:
W dni samotne, zatłoczone drobnym deszczem
Dobrze czasem jest przytulić się do nazwy
Tu jednak z nad Weimaru, w Buchenwaldzie
Pachnie ona egzotyzmem niby róża.
Nazwy pachną, pachną proszę państwa,
Pachną kwiatem ojczyźnianym z polnej drogi.
Nazw jest żywioł niecodzienny, nadzwyczajny,
Alchemiczny, nasycony gęstwą treści,
W takiej nazwie tysiac lat się łatwo zmieści.
Fragment ten pochodzi z utworu Nazwy zawartego w tomiku Dom pod Wysokim Księżycem.
W tych słowach zawarta jest nie tylko tęsknota za ukochanym miastem, ale także próba ratowania siebie, swojej tożsamości, w obliczu brutalnych realiów obozowej rzeczywistości. Autor starał się ocalić nie tylko wspomnienia, ale również swoją godność – od rzeczywistości, która z niego czyniła jedynie cienką postać, zredukowaną do „pasiastych” więźniów, gnębionych przez obozowych oprawców, zmuszonych do pełzania w kierunku śmierci.
Pisał w nocy, kiedy ciemność skrywała go przed innymi więźniami, pod strachem nieuchronnej śmierci. W warunkach brutalnej pracy w kamieniołomach, gdzie zmuszony był walczyć o przetrwanie, tworzył – w ciszy, na skrawkach papieru. Tworzył, aby przetrwać, by zbudować w swojej wyobraźni rzeczywistość inną od tej obozowej, „o której koszmarności i grozie nie wiedzą nawet i odmęty dantejskich fantasmagoryj „, jak sam autor ją widział.
Więził muzę poezji w wersach na papierze, niczym tarczę, jako osłonę przed szaleństwem otaczającego go świata i wyzwoleniem z klaustrofobicznego ucisku obozu. Ta poezja ratowała też pamięć o krwawiącej Warszawie.
Jedynym kontaktem ze światem i namiastką normalności w obozowym piekle były dla Lurczyńskiego listy Leopolda Staffa i Wandy P. To one „utwierdzały wątpiącego w przeświadczeniu, iż chociaż znajduje się w grobie, przecież żyje, które kazały mu pracować… pracować pomimo wszystko.”
W wierszu Odpowiedź z tomiku Dom pod Wysokim Księżycem, napisanym w Buchenwaldzie latem 1944 roku, poeta wyraża to uczucie w poruszających wersach:
„Przyszedł twój list dziś do mnie w czas lata dojrzały,
I zapach życia przyniósł, ten sam, który widzę
Wokół siebie, w ogrodach i w słońcu i w wietrze.“
Sezon w Piekle, Świadectwo przetrwania Mieczysława Lurczyńskiego
Kolejnym wstrząsającym świadectwem prawdy historycznej jest tomik Czas poległy, w którym Lurczyński – żołnierz Armii Krajowej i więzień Buchenwaldu – zapisuje swoje doświadczenia obozowe. W miejscu, gdzie codziennością były eksterminacja, niewolnicza praca i tortury, przeżył chwile pełne bólu i niepokoju.


Fot. Nr 7 Mieczysław Lurczyński, Czas Poległy, wydany w Hanowerze 1945 roku na prawach rękopisu

Fot 8 Spis treści, Czas Poległy, Mieczysław Lurczyński
Autor porównuje Buchenwald do piekła – miejsca, którego koszmaru nie oddadzą nawet najstraszliwsze wizje Dantejskich czeluści. Jednak wbrew temu, co miało go unicestwić, ocalał. A wraz z nim – jego poezja, będąca dowodem niezłomności ludzkiego ducha.
Te same kręgi i te same stopnie
Przez czarne wody i popielne lasy
Zda się, te same sa wciąz inne czasy,
Tylko,że jeszcze dzieją się oktopniej.
Och, Dante kiedyś paść mógł tam zemdlony,
Acy się w innym podźwignąć krużganku
Mnie trza iść naprzód czujne bez ustanku,
Kto pada tutaj, nie będzie dźwigniony.
Fragmenty wiersza Sezon w Piekle napisanego w 1943 r w Buchenwald
Fot 6 Sezon w Piekle, z Czas Poległy, Mieczysława Lurczyńskiego
Utwór Czas to zmaganie autora z bezwzględną rzeczywistością obozową, którą porównuje do niszczycielskiej burzy. W tej burzliwej, krwawej rozpaczy potrafi jednak zachować człowieczeństwo, ponieważ jego serce, mimo wszelkich cierpień, nie przestaje śpiewać – wciąż bije w rytmie nadziei, nawet w obliczu najcięższych prób.
Śladami słów – o trudzie polskiej pisowni w poezji Mieczysława Lurczyńskiego
Jedynie wersy Poematu Niedokończonego zapisane są polską czcionką. Natomiast słowo wstępne autora do poematu oraz wcześniejsze zbiory poezji – Łuski Syreny, Dom pod Wysokim Księżycem i Czas Poległy – mają widocznie sztucznie wprowadzone znaki diakrytyczne. Czcionka ta jest zauważalnie mniejsza od pozostałej, co wskazuje na techniczne trudności związane z jej zastosowaniem.
Mimo, że odnaleziony egzemplarz Domu pod Wysokim Księżycem to wydanie drugie, a Łusek Syreny – trzecie, mają one niekompletną czcionkę polską. Widać jednak ile wysiłku musiał włożyć autor, by zachować polską pisownię. To dowód jego determinacji i potrzeby pielęgnowania języka ojczystego nawet w warunkach, które nie sprzyjały dbałości o detale typograficzne.
W tomiku Czas Poległy brak informacji o dacie wydania. Jednak na podstawie wpisów w innych książkach można przypuszczać, że został opublikowany w 1945 roku. Wszystkie cztery tomiki wydano właśnie wtedy – tuż po wyzwoleniu, nakładem Polskiego Wychodźctwa Przymusowego w Hanowerze. To pozwala przypuszczać, że wszystkie one powstały jeszcze w obozie Buchenwald. Brak pełnej polskiej czcionki w wydaniach może wynikać z ograniczeń technicznych, z jakimi musiano się zmierzyć na emigracji.
To nie tylko kwestia edytorska – to świadectwo niezłomności twórcy, który w najtrudniejszych warunkach dążył do tego, by jego słowo – choćby w niepełnej formie graficznej – nadal pozostawało polskie.
.
Fot 8, Zestawienie dzieł Mieczysława Lurczyńskiego i dat ich wydania w Poemacie Niedokończonym z 1945 roku.

Hinterlasse einen Kommentar